Babcia Lila

Olimpia. Takie imię miała zapisane w dowodzie. Mimo to i tak wszyscy mówiliśmy o niej Babcia Lila. Powiedzieć o Niej, że była dla mnie najlepszą Babcią na świecie, to jak nie powiedzieć nic. Była jednym z najlepszych ludzi jakich kiedykolwiek poznałam. Bez granic oddana dzieciom i wnuczkom. Zawsze uśmiechnięta, życzliwa, miła i kochająca. Chyba od nikogo nigdy nie dostałam aż tyle miłości co od niej. Takiej miłości co to nie jestem jej w stanie nawet opisać. Ja nie musiałam nic mówić, Ona wiedziała. Nigdy wprost nie skrytykowała, podpowiadała tylko delikatnie. Bez przemądrzania, zakazów i krzyku.

Mówi się, że Bóg nie mógł być wszędzie, dlatego stworzył Babcię. I ja miałam to szczęście, że rzeczywiście dostałam od Niego jedną taką Babcię. Babcię, która mimo tego, że nie ma już jej tu przy mnie ciałem, ja codziennie czuję jej opiekę.

W takim dniu jak dziś, siadam i próbuję sobie wszystko przypomnieć. Na szczęście mam tych wspomnień tyle, że wystarczą i dla moich dzieci i dla wnuków.

Pamiętam jak czasami na mnie czekała kiedy wiedziała, że mam do Niej przyjść. Jak bylo ciepło, siedziała wtedy na podwórku przy bramce i uśmiechała się do mnie z daleka, w zimie z kolei stała w oknie oparta o parapet. Dla mnie znaczyło to jedno: moja wizyta u niej była dla Niej wyjątkowo ważna, tak jak i ja byłam dla Niej ważna.

Pamiętam jak pachniała. Kiedyś złapałam się nawet na tym, że jadąc tramwajem, poczułam taki sam zapach i przez ułamek sekundy pomyślałam, że to Ona. Ale Jej nie było już wtedy z nami. Pamiętam nawet półeczkę przy oknie na jej brązowych meblach, na której stały Jej perfumy. Były tam też słynne kryształy i kremy.

Pamiętam każdy centymetr Jej pokoju. Znałam tam każdy zakamarek. Uwielbiałam jako mała dziewczynka „grzebać” w Jej rzeczach. W takich okrągłych pudełkach zrobionych jakby z koralików. Czegóż tam nie było…naszyjniki, kolczyki, pierścionki,broszki. Dla mnie to były prawdziwe skarby. A Babcia zawsze pozwalała mi je nakładać. Co więcej, opowiadała mi o tych wszystkich swoich skarbach. O tym pierścionku z różowym oczkiem, który zawsze nosiła na palcu, a który był przywieziony „od Ruskich” jak mawiała. O serwetkach, które wyhaftowała jej mama. O sukience, w której przetańczyła kiedyś całego Sylwestra z dziadkiem.

W szufladach z kolei skrywała różne chustki, szaliki, serwetki ręcznie haftowane. W szafie natomiast pamiętam perfekcyjnie wykrochmaloną pościel. No i te łóżka. Parne łóżka połączone ze sobą, nad którymi wisiał dywan. Spałam w tym łóżku chyba częściej niż w swoim własnym . A na pewno czułam się tam najbezpieczniej na świecie. A przy łóżku lampka, taka duża, pomarańczowa, w jakieś wzory.

Pamiętam też Jej ulubione miejsce w domu. W dużym pokoju miała taką pufę, która dotykała ściany, a po jej drugiej stronie znajdował się piec (taki wiecie, kaflowy piec z drzwiczkami, z płytą, z palnikami, na których Babcia gotowała, do którego wrzucało się drewno albo węgiel czasami). Ściana ta zawsze była gorąca. Babcia uwielbiała się przy niej wygrzewać. W tym samym miejscu, Babcia stawiała też karton z kurczakami albo kaczkami, które tylko co się wykluły ze swoich jaj. Uwielbiałam razem z Nią patrzeć na te kurczaki i się nimi opiekować. Nad tym kartonem zapalałyśmy też lampę, żeby im było jeszcze cieplej.

Pamiętam jej coniedzielny rosół. Najlepszy jaki w życiu jadłam. I zupę grzybową, którą robiła na wigilię. Teraz moja mama taką robi i wychodzi jej prawie identyczny. No i oczywiście moje ukochane danie, czyli makaron z jabłkami zapiekany w prodiżu. Dacie wiarę, że po tym jak wyjechałam z Gołdapi na studia i jak odwiedzałam Babcię, za każdym razem jak przyjeżdzałam na weekend, to Ona mi ten makaron robiła? Wiedziała, że go uwielbiam, więc chciała mi sprawić tym radość. A potem jak już przyjeżdzałam do Niej z Adamem, to zawsze na stole czekały na niego winogrona. 3 rodzaje (te duże zielone, małe zielone i duże fioletowe), bo zawsze zapominała, które są jego ulubione.

Pamiętam jak jeździłam z nią na wykopki. Jak szykowała wtedy wszystkim kanapki i kawę Inkę. Do tej pory Inka kojarzy mi się właśnie z Nią i chyba dlatego mam do tej kawy taką słabość. Pamiętam też jak potem chodziłam z nią do kopca po ziemniaki na obiad.  Albo jak rozpalałyśmy razem w parniku.

Pamiętam jak zabierała mnie na sanki na Pagórkową (taką ulicę w Gołdapi, gdzie zawsze jak spadł śnieg, roiło się tam od dzieci zjeżdzających na wszystkim co się dało: oponach, jabłkach, sankach, workach). Chichrała się wtedy ze mną jak dziecko, a ja krzyczałam do niej: „Babcia, popchnij, z całej siły!”. A jak wracałyśmy z sanek, zawsze parzyła mi nogi w misce, żebym tylko się nie rozchorowała.

Pamiętam jak odbierała mnie z zerówki i ze szkoły. Pamiętam też ten dzień kiedy po mnie nie przyszła, a kiedy zamiast Niej odebrała mnie mama. Tego dnia Babcia miała wylew. Pamiętam jak walczyła o to by wrócić do formy sprzed wylewu. Jak na początku denerwowała się, kiedy nie była w stanie utrzymać szklanki w ręce. Ale dała radę. Mimo częściowego niedowładu lewej strony ciała, stawiała czoła trudnościom i nie dawała po sobie poznać, że coś jej doskwiera.

Pamiętam jak chodziłam z nią do kurnika zbierać jajka. Jak trzymałam ją mocno za rękę kiedy przechodziłyśmy obok Bena (wielkiego czarnego psa, który na noc był spuszczany  ze smyczy, żeby pilnować gospodarstwa i którego potwornie się bałam), żeby do tego kurnika dojść. A potem jak pokazywała mi jak delikatnie wybierać te jeszcze ciepłe jajka i chować je do wiklinowego koszyka.

Pamiętam też jak pomagałam jej w ogrodzie (w sumie to w 4 ogródkach, bo tyle miała). Jak podlewałyśmy pomidory w foliaku, jak je razem zbierałyśmy. Nadal uważam, że jej pomidory malinowe nie miały konkurencji. Zbierałyśmy też razem maliny z jej ogródka. Żadne inne nigdy nie były już tak pyszne. W ogródku z kwiatami sadziła bratki, stokrotki, ale najbardziej pamiętam piwonie. Do tej pory jak widzę piwonie, to myślę o Babci. Aaaa, no i rabarbar. W ogródku Babci był też rabarbar. No i papierówki. Mnóstwo drzew z papierówkami. Niedaleko naszego domu, jest ogródek z papierówkami. Zawsze mówię Marcyniowi, że ten zapach przypomina mi ogródek Babci. Powtórzyłam mu to już chyba tyle razy, że jak tamtędy przechodzimy, to sam zaczyna już pytać o moją Babcię. I o to jaka była. I o te jabłka. Czy je lubiłam i czy mi smakowały.

Najbardziej boli mnie właśnie to, że Babcia nie zdążyła nigdy poznać Marcelka i Julka. Odeszła równo pół roku przed naszym ślubem. Dokładnie drugiego lutego, czyli w tak zwane urodziny miesiąca, a przecież w urodziny miesiąca też się urodziła (08.08). Ależ by była szczęśliwa gdyby mogła przytulić Marcynia i Julka. Sama miała tylko wnuczki (sztuk 5), więc takie prawnuki byłyby dla niej prawdziwą radością. W ogóle tak sobie myślę, że byłaby ze mnie bardzo dumna gdyby zobaczyła mnie jako mamę. Zawsze miałam wrażenie, że byłam jej oczkiem w głowie. Była między nami jakaś taka magiczna więź, która nie zdarza się chyba zbyt często.

Oddałabym wszystko za to, żeby móc z nią porozmawiać dosłownie 5 minut. Pokazać jej moje dzieci, przytulić się do niej na chwilę, żeby znowu móc poczuć jej ciepło, spokój i bezgraniczną miłość.

Widziałam kiedyś taki piękny cytat: „Spotkaj się z kimś, kto cię rozpieszcza. Kto uważa, że zawsze jesteś piękna. Kto ci gotuje i daje mnóstwo dobrych rzeczy do jedzenia. Spotkaj się ze swoją babcią”. Jakież to prawdziwe, prawda?Zazdroszczę każdemu z Was, kto ma dziś możliwość spotkać się ze swoją ukochaną babcią. Prawdziwi z Was szczęściarze.

Zapytasz dlaczego nie wrzuciłam tu zdjęcia z Babcią…powiem Ci szczerze, że to dla mnie zbyt bolesne. Już sam ten wpis jest dla mnie bardzo osobisty i wywołuje we mnie mnóstwo emocji.

Wrzucam Ci natomiast zdjęcie moich największych skarbów. Skarbów, które od niej dostałam…Naszyjnik i pierścień z bursztynu, kolczyki z niebieskimi oczkami, w których chodziłam całe moje dzieciństwo, pierścionek z różowym oczkiem. I chustę. Chustę, którą sama jej kiedyś dałam, a z której tak bardzo się ucieszyła. Niby to tylko rzeczy…ale za to jakie dla mnie ważne i wyjątkowe. Pamiątki po Niej…po mojej najukochańszej Babci Lili.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

− 2 = 1