Dlaczego nasz młodszy syn ma swoje Bobo i wózek?

A niby dlaczego miałby go nie mieć???

To pierwsza odpowiedź, która ciśnie mi się na usta, jak tylko ktoś zadaje mi podobne pytanie, albo jak delikatnie sugeruje, że „normalne” to to nie jest, żeby chłopczyk miał swoją lalę. Ej, seriously? Ale że co mu się stanie od zabawy z tą lalą? Cycki mu nagle wyrosną? Czy może szpilki nagle zacznie nosić? Albo nogi depilować? Przecież prędzej czy później (oby później 🙂 )pojawi się w jego życiu jakaś prawdziwa lala (tfu! to znaczy dziewczyna), z którą (o zgrozo!) będą mieli dziecko, które (o zgrozo!) tata Juliusz będzie zabierał w wózku na spacery, które (o zgrozo!) będzie przewijał, karmił i przytulał itd. Toć to szok! I niedowierzanie normalnie!  Jednym słowem patologia.

A cała sprawa z tym podziałem na zabawki przeznaczone dla chłopców i dla dziewczynek, wypłynęła u nas w domu w maju, w momencie kiedy Teść zapytał co Juluś chciałby dostać na dzień dziecka. Ja, bez wahania, odpowiedziałam, że lalę (wózek dostał od znajomych na swoje drugie urodziny, czyli dosłownie miesiąc wcześniej i okazał się to być strzał w 10, bo non stop się nim bawił, choć wożenie misiów to nie było jednak to samo co wożenie lali). Skąd wiedziałam, że to będzie najlepszy prezent dla Julka? Ano stąd, że jak tylko odwiedzaliśmy znajomych, którzy mają córki, Julek pierwsze co robił, to chwytał za lalki i wózek dla nich. Przytulał je, całował, karmił, woził w wózku. Czy czułam się wtedy nieswojo? Wcale! Wręcz przeciwnie. Rozczulał mnie widok Julka, który tak pięknie potrafi okazywać swoje emocje, uczucia i opiekuńczość. Przecież maleńkie dziecko naśladuje zachowanie dorosłych ucząc się w ten sposób różnych zachowań w swoim późniejszym życiu. Julek traktował te lale tak jak my z Adamem traktujemy Jego. Okazywał im swoje uczucia. A co może być złego w tym, że dwulatek okazuje swoje uczucia? No właśnie!

Ale! To co w odpowiedzi usłyszałam od Teścia, zamurowało mnie totalnie: „Ania, wybacz, ale ja do tego swojej ręki nie przyłożę”… No normalnie jakby chodziło o zakup kałasznikowa, z którego miałoby potem zginąć z dwieście niewinnych osób. No nie byłam w stanie pojąć jak to możliwe, że mega wykształcony, inteligentny facet po 60-stce mówi coś takiego?

Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że to przecież właśnie tak działa: to dorośli są odpowiedzialni za wszystkie te podziały. Bo to my, dorośli, nikt inny, dzielimy ludzi na: czarnych i białych, bogatych i biednych, „normalnych” i gejów. Dla dziecka nie ma znaczenia z kim się bawi: czy z rudowłosą dziewczynką czy z czarnoskórym chłopczykiem. Albo czy rodzice tego dziecka mają na koncie 5, 50, czy 500 tysięcy. Zabawa to zabawa. Im bardziej szalona, tym lepsza. Ani to czym się bawi: czy to będzie lalka, garnek, samochód, czy patyk. Zabawa to zabawa. Im bardziej szalona, tym lepsza. Dziecko nie tworzy w swojej głowie żadnych rankingów: kto bogatszy, kto bardziej normalny a kto mniej, która zabawka jest bardziej odpowiednia dla chłopca a która dla dziewczynki. No może i tworzy…ale są to raczej rankingi ulubionych misiów albo gier. Nikt mi nie wmówi, że Julek, który średnio jeszcze ogarnia otaczającą go rzeczywistość (to znaczy ogarnia, ale na tyle na ile dwulatek jest w stanie  ogarniać zagadkowy świat wokół niego), stojąc przed półką w sklepie z zabawkami patrząc na śpiewającą do niego piękną lalę z długimi blond włosami, uderzy się nagle w pierś i dozna niespodziewanego olśnienia, że hello hello…ale on to jest przecież chłopcem i na lalki to mu patrzeć nie przystoi, nie mówiąc już nawet o zabawie nią. Uwierzcie mi…no sam by na to nie wpadł choćby główkował nad tym miesiąc cały. Natomiast jeśli dorośli powtórzą mu kilka razy, że chłopcy bawią się samochodami, a dziewczynki lalami, to on sobie to w końcu w głowie ułoży. Tylko po co? Po co tworzyć takie stereotypy w głowach dzieci? Po co od małego wtłaczać małym dzieciom do głowy, że kuchnię kupujemy dziewczynkom (bo już z rozpędu zakładamy, że to one w przyszłości będą spędzać w niej więcej czasu niż chłopcy), a samochód zdalnie sterowany to typowy prezent dla chłopaka, no bo przecież powszechnie uważa się, że to faceci są lepszymi kierowcami niż kobiety, no i w ogóle samochód to taka typowa męska zabawka.

A gdyby tak po prostu dać dzieciom wybór? Nie sugerować niczego już od najmłodszych lat. No bo tak naprawdę czy istnieje taka zabawka, którą chłopcy albo dziewczynki nie byliby w stanie się bawić tylko dlatego, że są chłopcami albo tylko dlatego, że są dziewczynkami? Jasne, że nie! Nie raz widziałam już dziewczynki kopiące piłki, czy chłopców przygotowujących obiad w słynnej kuchni z Ikei. Zabawa to zabawa. Im bardziej szalona, tym lepsza.

Z kolei wynik mojego liberalnego podejścia do tego tematu jest taki, że Julek oprócz tego, że troszczy się o swoje Bobo i zabiera je ze sobą na spacery, to uwielbia też autobusy, samochody, tramwaje i metro. A od Mikołaja najprawdopodobniej dostanie hulajnogę i mini warsztat z narzędziami, bo już zaczyna podkradać od Taty śrubokręty i młotki. I ma na swoim koncie jeden złożony razem z Tatą regał. Pięknie też kopie piłkę…lewą nogą. Łoooohoooo, i tu też był zonk. No bo jak to? Mańkut? Może jednak próbować przekładać mu łyżkę i kredkę do prawej rączki? Radzili co poniektórzy. Ja stwierdziłam: nic na siłę. Na szczęście moje doświadczenie jako nauczycielki mi mówi, że dzieci leworęczne niczym nie różnią się od praworęcznych. Niczym. Dosłownie. Tak jak kolor skóry dzieci albo zasobność portfela ich rodziców nie wpływa na ich zdolności językowe.

Ale najciekawsze zostawiłam na koniec…Każdy rodzic chciałby, żeby jego syn był w przyszłości wzorowym mężem, troskliwym tatą i w ogóle…dobrym człowiekiem. No ale jak ma się to wydarzyć jeśli już na wstępie zabronimy naszym synom bawić się lalkami? Przecież taka zabawa to najlepszy trening, żeby wychować w przyszłości wrażliwego, młodego człowieka. Nie znam chyba żadnej innej, która by bardziej uczyła małe dziecko empatii. Wystarczyłoby tylko sobie uświadomić, że wszystko to, co robimy razem z dzieckiem teraz, kiedyś zaprocentuje w przyszłości. Dlatego jeśli chcesz, żeby Twój syn w przyszłości był dobrym, mądrym i opiekuńczym mężczyzną, nie zabieraj mu z ręki tego Bobo.

 

2 thoughts on “Dlaczego nasz młodszy syn ma swoje Bobo i wózek?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

47 − 46 =