Jedno jedyne życzenie na Dzień Kobiet

Od kilku lat obserwuję zarówno w internecie, jak i w życiu codziennym coraz to większą wrogość kobiet w stosunku do innych kobiet. Nie raz i nie dwa spotkaliście się już na pewno z hasłem: kobieta kobiecie wilkiem (w odniesieniu do słynnego cytatu: człowiek człowiekowi wilkiem). Pamiętam jak kiedyś Kaja z MoiMili nazwała rzeczy jeszcze dosadniej, pisząc: matka matce suką. Wtedy myślałam, że to trochę przesadzone (chodziło o kwestię porodu…jedna dziewczyna napisała wtedy w internecie, że cesarka to nie poród, tylko wydobyciny, pamiętacie pewnie), ale niestety zaczyna do mnie powoli docierać co miała na myśli. Przykłady? Mogę podać ich naprawdę wiele…

Idę na fitness na zdrowy kręgosłup. Wchodzę na salę. Sala ma mieścić 30 osób. Jest nas dużo mniej niż te 30. Szukam sobie miejsca. Jest przy samym lustrze. Kładę matę i co słyszę? Pani obok syczy przez zęby do swojej koleżanki: „nie po to przychodzę tu pół godziny wcześniej, żeby ćwiczyć w takim ścisku”. Udaję, że nie słyszę, bo jak się dotknie wiadomo czego, zaczyna to to coś strasznie śmierdzieć. Co się okazuje? Całe zajęcia każda z nas miała wystarczającą ilość miejsca. Więc po co była ta szpila, szpileczka, szpilunia? A no po to, żeby sobie samoocenę podnieść kosztem drugiej osoby. Co by za miło nie było tej młodej chudej szkapie, no nie? (i że niby dwójkę dzieci urodziła…tiaaa…jasne). Co ciekawe, podobne zdanie pada prawie za każdym razem jak przychodzę na zajęcia, także oprócz tego, że pani nie grzeszy życzliwością, to jeszcze nudna jest jak flaki z olejem. No ale cóż ja biedna zrobić mogę? No przecież nie odbiorę jej tej co sobotniej przyjemności.

Jest marzec. Koleżanka idzie do swojej szefowej i przeszczęśliwa oznajmia jej, że w czerwcu wychodzi za mąż, bo w końcu po wielu latach razem, postanowili ze swoim partnerem zalegalizować związek. Beż żadnych tam fajerwerków, ślub tylko dla najbliższych. I co usłyszała od swojej szefowej w tej sytuacji? Nie, nie, nie żadne tam „bardzo się cieszę”, czy  „gratuluję”. Nie! Nic z tych rzeczy. Bo najważniejsze jest: „No pewnie! W czerwcu ślub, a potem co? Pewnie ciąża zagrożona?”. Kobieta kobiecie. Matka przyszłej matce. Brawo, pani szefowo! Tak trzymać!

Stoję w kolejce w Lidlu. Staje za mną kobieta w ciąży z naprawdę duuuużyyym już brzuchem. Mówię do niej, żeby poszła bez kolejki, bo się jej należy jak psu kiełbasa. Przed nami stoi jednak starsza pani (ale taka wiecie, bez przesady, że jakieś tam 80 lat czy coś, znaaaacznie młodsza), która nie omieszka rzucić niby od niechcenia: „no pewnie! najlepiej to w ogóle poprzepuszczać wszystkie te damulki z wózkami i w ciąży, a człowiek tu stoi i stoi”. No naprawdę? Wzruszyła mnie twoja historia, pani starsza. Aż mi się łezka w oku zakręciła, że ty tak biedna w tej kolejce stać musisz. I że poświęcać się tak musisz na rzecz tych wszystkich co to „wiedziały jak nogi rozłożyć, to niech teraz stoją normalnie w kolejce” (tak, to też autentyk usłyszany z kolei przez moją koleżankę). Zawsze zastanawiam się w takim momencie, czy taka pani jedna z drugą były kiedyś takimi „damulkami” w ciąży albo z płaczącym w sklepie dzieckiem.

Sierpień rok temu. Jestem w trakcie przygotowań imprezy urodzinowej Marcynia. 3 tygodnie przed planowaną imprezką, kupiłam na Allegro piniatę. Do imprezy zostało 5 dni. Dzwonię zapytać co z tą piniatą. Odbiera właścicielka sklepu. Ja na spokojnie tłumaczę o co mi chodzi. Mówię, że się martwię, że skoro minęły już 2 tygdonie a piniata jeszcze nie doszła, to że może jeszcze nie wysłana czy coś. No i że generalnie chciałabym, żeby jakoś wyjaśnić tę sprawę, bo dziecku marzy się piniata. Kobita bez żadnych ceregieli, od razu do mnie z krzykiem, że jak ja śmię oskarżać ją o to, że jeszcze nie wysłane, a że tak w ogóle, to ostatnio jakieś problemy są z przesyłkami i wszystko się opóźnia. Ja jej na to, że w międzyczasie zamówiłam już z 10 innych rzeczy i wszystko już dotarło i tylko tej piniaty wciąż nie mam. Co ona do mnie wygadywała ta baba! Szok! Jeszcze chyba nigdy nie trafiłam na kogoś z tak anty-klienckim nastawieniem do sprawy. Na dodatek po chwili mi smsa wysłała wylewając jeszcze więcej żółci, co by mi pokazać kto na górze a kto na dole. A ja naprawdę nie powiedziałam jej nic złego. Tylko tyle, że nie traktuje się w ten sposób swoich klientów. Jak się potem okazało, wysyłka wyszła od nadawcy tego sam dnia, w którym ucięłyśmy sobie tę przemiłą pogawędkę, więc gdybym nie zadzwoniła do niej tego dnia, najprawdopodobniej Marcel nie miałby na swoich urodzinach piniaty, o której tak marzył (i za którą notabene zapłaciłam). Dosłownie dzień po tej sytuacji, dzwonię do pewnego pana z Allegro i mówię, że się trochę zagapiłam i że bardzo mi zależy na toperze na tort syna i czy dałoby radę szybciej niż jest w ogłoszeniu. I co? Oczywiście że się dało. Toper doszedł do nas w 1 dzień. Można? Można! Wystarczy chcieć. I Pan rozumiał, że urodziny, że matka zgapiona, że bardzo jej zależy. No cóż, magia taka.

Podchodzę z dzieckiem w wózku do przejścia dla pieszych. Ulica jest dwupasmowa. Na bliższym nam pasie uśmiechnięty pan zatrzymuje swoje auto i pokazuje, żebym przeszła. Ruszam, na szczęście powoli, bo kątem oka widzę jeszcze samochód jadący na drugim pasie. Za kółkiem drugiego samochodu moja ulubiona kategoria kierowców, czyli wieeelkiii futrzany ptak z Ulicy Sezamkowej, czytaj: starsza pani w futrze tak wielkim, że nie tylko krępuje jej każdy ruch ciała, ale i zasłania widoczność ze wszystkich stron świata. Zaczyna trąbić. To futrzaste to. Zatrzymuję się w połowie jezdni. Szanowna pani przejeżdża 20 centymetrów przed wózkiem. Przecież proces zmiany biegów i zatrzymania się przed przejściem jest zbyt trudny i czasochłonny. A tak w ogóle, z moich obserwacji wynika, że na moje 6 lat spacerów z dziećmi, góra z 3 kobiety zatrzymały się przed przejściem gdzie brak jest sygnalizacji świetlnej. Mężczyźni stanowią zdecydowaną większość, która pozwala przejść nam przez przejście. To samo tyczy się kolejek w sklepie. Czy to w mięsnym, czy w piekarni. Kiedy Julek zaczyna się niecierpliwić w wózku, to panowie sami proponują nam, że nas przepuszczą. Czyli że facet może zawsze a kobieta nigdy…Słyszałam kiedyś, że to niby odwrotnie miało być.

Działka u teściów. 4 lata temu. Impreza imieninowa teścia. Ja, Marcel lat niecałe 2 i jedna z koleżanek teściów (lat 50 z hakiem). Na łonie natury ucinamy sobie uroczą pogawędkę na tematy okołodzieciowe. Pani pyta czy Marcel robi już siusiu na nocnik (dodam jeszcze, że na jej oczach 5 minut wcześniej zmieniałam mu pieluchę). Ja jej tłumaczę, że podjęliśmy 3 próby, wszystkie nieudane, ale luuuz, nie stresujemy się, bo w końcu nikt z naszych znajomych w portki nie wali (przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo) i że przyjdzie moment, że przecież załapie w końcu ten nasz biedny Marcynio, że dziewczyny to on nie znajdzie jak pieluchę do 18-stki nosił będzie. Na co Matka Polka Wszechwiedząca odpowiada: „No moje to na nocnik robiły jak miały pół roku” (TAK! Naprawdę tak powiedziała) i zwracając się do Marcelka rzecze: „No wstyd, żeby taki duży chłopczyk jeszcze w pieluszkę robił”. I NIE, moi drodzy, tu nie chodziło o to, żeby polik Marcelowy wstydem zapłonął (generalnie tyle go to obeszło co zeszłoroczny śnieg), to ja Matka Polka Nieudolna Nie-Radząca sobie z własnym dzieckiem powinnam wtedy spalić się ze wstydu. Spłonąć na stosie,targana ogniem piekielnym. No niby, wiecie, tyci szpileczka wbita w me matczyne serduszko, a ileż to radości sprawiła wspomnianej pani.

No a teraz moje ulubione miejsce, czyli…internet. Ooooo matuniu i córuniu…Tutaj to się dopiero dzieje. Tutaj to już żadna żadnej nie przepuści. Sky is the limit! Tutaj ilość pomyj wylewanych każdego dnia przez kobiety na inne kobiety spokojnie pokryłaby wszystkie 3 oceany razem wzięte. Wrzuć tylko zdjęcie z karmienia piersią. Łooohooo! Zaraz usłyszysz, że to obleśne, że wstydu nie masz, a najlepiej to w ogóle schowaj te dojce, bo kto to słyszał, żeby cyce w internetach pokazywać! Ble! Ohyda i pornografia! Albo zapytaj na forum dla mamusiek o cokolwiek i zacznij odliczać. Do trzech najlepiej. Dłużej czekać nie musisz. Zaraz dowiesz się, że ogólnie to do dupy z ciebie matka skoro Twojemu dziecku zrobiło się odparzenie czy ciemieniucha. Bo na tych forach nie chodzi o to, żeby sobie pomóc. Takie forum to idealne miejsce do podniesienia własnej wartości. Tam nie spotkasz matki, która kiedykolwiek włączyła swojemu dziecku bajkę, albo dała mu parówkę do zjedzenia. Tam każda jest najlepszą mateczką ever. Zero błędów wychowawczych. Zero bajek w tv. Zero soli. Zero cukru. Zero złych nawyków. Na forum dowiesz się, że dzieci matek idealnych same zasypiają, pod żadnym pozorem nie budzą się w nocy, nie płaczą, nie krzyczą, jedzą owsiankę, warzywa i owoce aż im się uszy trzęsą. Tylko jarmuż, tylko książeczki i same ochy i achy. Chodzić zaczęły w trzecim miesiącu życia. Mówią w czterech językach odkąd skończyły roczek. A w kręgu ich zainteresowań znajdują się głównie tenis, kuchnia molekularna i paralotniarstwo. Więc jeśli naprawdę chcesz się czegoś dowiedzieć albo o coś zapytać, to radzę ci, byś czym prędzej opuściła grajdołek zwany mamusiowym forum. Im szybciej uświadomisz sobie, że większość kobiet jest tam tylko po to, by pokazać Ci swoją wyższość nad Tobą, tym lepiej.

Zastanawiasz się pewnie po co ja w ogóle o tym dzisiaj piszę. Przecież dzisiaj Dzień Kobiet. Powinnyśmy świętować, bo to przecież my kobiety, jesteśmy postrzegane jako płeć piękna, silna, niezniszczalna (w końcu nawet samobójst popełniamy mniej niż mężczyźni), radząca sobie w każdej sytuacji, znajdująca rozwiązanie każdego problemu. Powinnyśmy być z siebie dumne. Owszem. To wszystko prawda

ALE!

To właśnie my kobiety potrafimy też być dla siebie nawzajem naprawdę okrutne. Czasami bezlitosne wręcz. Bo gdybym tak miała powiedzieć od kogo w życiu doświadczyłam najgorszych kopniaków, kto mi życzył wszystkiego co najgorsze, kto wbijał mi szpile za moimi plecami, kto spiskował, kto obgadywał, kto wyśmiewał…z ogromnym smutkiem musiałabym przyznać, że to były kobiety właśnie. A to wszystko w białych rękawiczkach najczęściej.

Dlatego właśnie ja dziś z życzeniami do Was, Kochane Kobiety, przychodzę, a nie z goździkiem czy pudełkiem czekoladek w ręku. I TYLKO JEDNEJ JEDYNEJ rzeczy Wam życzę w dniu takim jak dziś:

ŻEBYŚMY SIĘ WZAJEMNIE, DZIEWCZYNY, SZANOWAŁY

Tylko tyle i aż tyle. Nie musimy się przecież od razu wszystkie lubić, jeść sobie z dziubków, czy tworzyć kółek wzajemnej adoracji. Wystarczy, że będziemy dla siebie dobre. Wystarczy, że nie będziemy podkładały sobie nawzajem kłód pod nogi. Wystarczy, że będziemy się po prostu wzajemnie szanowały. Szanowały swoje zdanie, poglądy, metody wychowawcze, sposób na życie. Dzięki takiemu wzajemnemu szacunkowi, nasz świat byłby o wiele lepszy w odbiorze. I milej też by na pewno nam było…gdyby kobieta kobiecie kobietą była.

„Bądź taką kobietą, która poprawia koronę innej kobiecie, nie mówiąc światu, że się osunęła”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

− 2 = 1