Metamorfoza pokoju chłopca, czyli pokój biało-szaro-miętowy z elementami drucianymi i…motywem pandy

Oj, żebyście Wy wiedzieli ile czasu ja się zbierałam do napisania tego wpisu. Gdzieś tam z tyłu głowy wiedziałam, że zajmie mi to duuuużooo czasu, więc pewnie stąd ta moja opieszałość. Z drugiej strony, powtarzałam sobie, że warto to zrobić, chociażby po to, by pokazać wszystkim, że czasami naprawdę warto zmienić coś w swoim mieszkaniu, żeby poczuć się w nim wreszcie…jak w domu. I to wszystko bez wydawania jednorazowo nie wiadomo jak wielkich kwot pieniędzy.

Z tym pokojem Marcelka, to mi nie było po drodze od samego początku…Najważniejszym powodem tego był fakt, że urządzaliśmy go w najgorszym z możliwych momentów naszego życia. Związane to było z tym, że kiedy urodził się Marcynio, mieszkaliśmy wtedy u moich teściów. Nasze mieszkanie w stanie deweloperskim odebraliśmy kiedy Marcel miał 2 tygodnie. Do tego trafił się nam beznadziejny majster, którego koniec końców przyjechał pilnować mój tata, bo gość totalnie nie ogarniał tego co miał do zrobienia (Jeeezuuu, ile on nam nerwów zeżarł, to książkę można by napisać: hitem było jak powiedzieliśmy, że chcemy sufit podwieszany w salonie a on zapytał co to jest sufit podwieszany…uwierzylibyście?).

Efektem tej całej beznadziejnej sytuacji było to, że zamiast spokojnie rozkoszować się macierzyństwem, ja biegałam z moim 2-tygodniowym noworodkiem po Castoramach i innych Leroyach i wybierałam kolory farb itd. To znaczy, niby wcześniej miałam plan tego jak ten pokój pomalować i urządzić, ale trochę za bardzo posłuchałam wtedy mojego taty, który dawał mi rady, których teraz drugi raz już bym nie posłuchała. Na przykład marzył mi się pokoik w kolorze jasnego błękitu z delikatnym połączeniem żółtego. Na co mój tata stwierdził, że taki pokój będzie „zimny”. No więc go posłuchałam i kiedy Marcelek miał 2 tygodnie, nagle zaczęłam szukać nowych kolorów do pokoju. Efekt? „Cudowny” kolor groszkowy w połączeniu z ciut innych odcieniem…też zieleni. Patrzcie tylko jaki „śliczny”:

 

Uroczy kolorek, prawda? Nie wiem jak to możliwe, ale aż mnie mdliło od tego groszku za każdym razem jak wchodziłam do tego pokoju. No nie znosiłam go po prostu i tyle! Jak ja się wtedy dałam namówić na ten zielony kolor (kiedy ja nigdy nie przepadałam za zielonym), to nie wiem! Na hormony chyba muszę to po prostu zwalić i już.

Z meblami było podobnie. Ja już wtedy (a było to 6 lat temu) wzdychałam do każdego białego mebla napotkanego na mojej drodze. Zresztą na zdjęciu możecie zobaczyć pierwszy mebel, który kupiliśmy Marcelkowi i to była ta właśnie biała komoda z Ikei (stała już nawet w mieszkaniu teściów, u których pomieszkiwaliśmy aż do momentu przeprowadzki). Ale ja znowu posłuchałam taty, którego zdaniem, biały to nie jest kolor do chłopięcego pokoju. No i co ja wtedy zrobiłam? Ano zamówiłam u stolarza meble na wymiar w kolorze buk. A były to: szafa, biurko i regał (wzorowany na tym z Ikei). No i znowu…jak tylko meble te stanęły w pokoiku Marcynia, ja patrzyłam na nie i powtarzałam sobie jak mantrę, że to przecież praktyczniejsze, że przecież lubię naturalne kolory itd. Aaahaa! Jasne! Oszukiwałam samą siebie.

A tak to mniej więcej wyglądało:

 

 

Aż w końcu przyszedł moment kiedy mi się ulało. No nie mogłam już ani chwili dłużej. Powiedziałam Adamowi, że po prostu MUSZĘ coś zrobić z tym pokojem, bo się uduszę normalnie. Adam, jak każdy facet, nie miał bladego pojęcia o co mi w ogóle chodzi. Przecież pokój Marcelka jest taki ładny, schludny i praktyczny. Kiedy już mu wytłumaczyłam, że zrobię tak, że będzie NAPRAWDĘ ładnie, zgodził się na to moje widzimisię (bo kto to w ogóle słyszał, żeby po trzech latach zmieniać już dziecku pokój. Mieliśmy zrobić to dopiero wtedy kiedy urodzi się nasze drugie dziecko – taka była umowa). No i to był właśnie ten drugi argument…dosyć osobisty. Otóż od dłuższego czasu staraliśmy się o rodzeństwo dla Marcynia, ale nic z tego nie wychodziło. Trwało to naprawdę długo. Ja zupełnie straciłam już nadzieję. Potrzebowałam jakiejś odskoczni. Potrzebowałam nie myśleć o tym, że w tym pokoju miało być jeszcze miejsce dla drugiego dziecka. Powiedziałam sobie, że skoro i tak nie będziemy robić tego remontu, bo nie zapowiada się na powiększenie naszej rodziny, to ja chociaż Marcelkowi zrobię ten pokój tak jak sobie wymarzyłam. Nie ukrywam, że ta cała metamorfoza miała być swoistą terapią dla mnie. Adam to rozumiał, dlatego się zgodził. Było jednak jedno „ale”. Otóż musiałam pójść na kompromis. Umówiliśmy się z Adamem, że zanim cokolwiek kupię, najpierw mam sprzedać to co stoi w pokoju Marcelka. Czyli: sprzedałam biurko, kupiłam nowe. Sprzedałam dywan, kupiłam nowy. Sprzedałam żyrandol, kupiłam nowy. I tak dalej, i tak dalej. Teraz to się nawet cieszę, że tak zrobiliśmy, bo to było naprawdę wygodne. Ale! Musiałam uzbroić się w cierpliwość. W sumie to od początku wiedziałam, że to nie będzie dwytygodniowy remoncik, po którym od razu będę mogła podziwiać efekty zmian. Wszystko to trwało ponad rok. Największym plusem było to, że praktycznie nie odczuliśmy tego finansowo. No bo skoro po sprzedaży starych rzeczy, mieliśmy już jakieś pieniądze na tę nową, zostawało tylko dołożyć brakującą kwotę i już. A do tego, to wszystko było rozciągnięte w czasie, czyli zero wariactwa, zero kupowania czegoś na chybcika. Każdy zakup był przeze mnie zaplanowany, przeanalizowany. Nigdzie nie musiałam się spieszyć (jak wtedy na początku kiedy się wprowadziliśmy do nowo oddanego mieszkania z maleńkim dzieckiem na rękach – wtedy NIC nie było przemyślane).

Pewnie ciekawi jesteś zmian…To już Wam wszystko po kolei pokazuję:

 

KOLOR ŚCIAN

Remont pokoju zaczęliśmy od przemalowania ścian. Jako że najlepiej czujemy się w kolorach stonowanych (Skąd o tym wiem? Ano na początku w dużym pokoju zafundowałam nam ciemny fiolet w połączeniu z beżowym. Przetrwaliśmy w tych kolorach rok. Potem wszystko przemalowaliśmy na biały. I czujemy się teraz w tych pomieszczeniach o jakieś tysiąc procent lepiej. Od tamtej pory już ani razu nie przyszło nam do głowy, żeby ten biały przemalowywać na inny kolor), postanowiliśmy, że u Marcelka w pokoju damy kolor szary (teraz dałabym biały w połączeniu z szarymi meblami, czyli na odwrót niż jest). Jak weszłam do pokoju w wersji szarej, nareszcie odetchnęłam z ulgą. Koniec z groszkowym! Nigdy więcej! Przecież to o ten szary cały czas mi chodziło.

 

ŁÓŻKO

Było tak:

 

Jest tak:

Zamieniliśmy czarno-zieloną finkę z Agata Meble na klasyczne białe łóżko Hemnes z Ikei (teraz kupiłabym już szare, ale wtedy jeszcze nie było). Ależ to była zmiana! Łóżko nie tylko przepięknie wygląda, ale jest też o niebo praktyczniejsze niż klasyczna finka. Marcel nie obija się w nocy o kaloryfer, nie ciąga firanek itd., bo chroni go przed tym drewniana rama. Do tego te szuflady…bajka! Mieści się w nich połowa zabawek Marcelka.

 

REGAŁ

Było tak:

Jest tak:

Zamiast bukowego regału robionego na zamówienie i wzorowanego na Ikeowskim Kallaxie, stanął REGAŁ FINO firmy Bellamy. No piękny jest. Co ja tu więcej mogę powiedzieć. Ale oprócz tego, że piękny, to też bardzo pojemny. Mamy tu 3 duże półki, 2 spore szuflady plus możemy też wykorzystać górną półkę. My postawiliśmy na niej statek piracki i 2 duże pudła, w których trzymamy maskotki.

 

BIURKO

Tak było:

Tak jest:

Na to biurko chorowałam przez baaaardzo, baaardzo długi czas. I okazało się być genialne. To firma MINKO. Wtedy gdy ja je zamawiałam, nie było jeszcze tak wielu kolorów. Teraz oprócz tego, że gama kolorystyczna wydaje się nie mieć końca, to jeszcze w ofercie pojawiło się móstwo innych mebli, nie tylko biurek. Największym plusem biurka jest nadstawka, na której przechowujemy kredki, mazaki, itd. Wspomnieć należy też o tym, że mimo iż Julek co chwilę maże po blacie, po użyciu magicznej gąbki wszystko znika, więc kolejną zaletą jest funkcjonalność tego biurka.

 

KOMODA

Tak było:

TAK JEST:

 

Komodę Malm z Ikei (notabene to była ta niebezpieczna komoda, przez którą podobno życie straciło kilkoro dzieci) zastąpiliśmy KOMODĄ HEMNES (również z Ikei). Obie są dosyć pojemne, choć wiadomo, że Hemnes wygrywa tę konkurencję, ale to głównie ze względu na swoje rozmiary. Ogromnym plusem jest też to, że na blacie komody można poustawiać naprawdę dużo rzeczy.

 

PÓŁKA-REGAŁ

Tak było:

TAK JEST:

Tutaj zmiana była dosyć znacząca, bo małego 4-kwadratowego Kallaxa, zastąpiliśmy REGAŁEM-DRABINKĄ BASIC firmy Noukie’s. To również zmiana na plus. Regał mieści baaardzo dużo rzeczy, w tym 4 duże pudła (gdzie są klocki Lego, drewniane klocki z jeżdżącym pociągiem, zestawy ciastoliny, itd.), mnóstwo książek, walizeczki i wiele, wiele innych.

 

DYWAN

Tak było:

Tak jest:

Uwielbiam ten dywan! Naprawdę baaaardzo długo szukałam dywanu, który spodoba mi się w 100% procentach. Marzył mi się szary dywan w gwiazdki, ale jedyne 2, które były w tamtym czasie dostępne na rynku, to taki stylizowany na stary – Canvas. O ten:

I ten Ikeowy:

 

No ale do żadnego z nich nie byłam w pełni przekonana. Dopiero jak znalazłam dywan SKETCH, wiedziałam, że tego właśnie szukałam cały czas. Teraz wybór szarych dywanów w gwiazdki jest juz znacznie większy, więc dużo łatwiej znaleźć coś naprawdę fajnego. Także kotkowi na fioletowym tle trzeba było powiedzieć pa pa.

 

ŻYRANDOL/LAMPA

Tak było:

Tak jest:

Żyrandol to była chyba jedyna rzecz, która w całym tym naszym groszkowym pokoju, podobała mi się najbardziej (oprócz półki Lack, o której za chwilę). No ale ani kolor ani motyw dinozaurów w ogóle nie pasowały do nowej aranżancji pokoju. Był nawet pomysł, żeby przemalować go na inny kolor (tak żeby pasował), ale bałam się trochę, że może mi się to nie udać i wtedy zniszczę coś naprawdę fajnego. Na szczęście żyrandol wystawiony na Olx, szybko znalazł nowego właściciela, a my kupiliśmy lampę, która dużo bardziej pasuje do obecnego pokoju. Lampa nazywa się CARLTON VINTAGE – MINT EGLO i kupiłam ją na Allegro (ale nie widzę jej już u tego sprzedawcy u którego ją kupiłam, natomiast jak wpisze się w wyszukiwarkę nazwę, to wyskakuje kilka miejsc gdzie można ją kupić – niestety jest teraz sporo droższa).

 

SZAFA

Z szafą sprawa nie była prosta, bo wymiana jej na inną w ogóle nie wchodziła w rachubę. Została ona zrobiona na zamówienie i mieści…niezliczoną ilość rzeczy, więc po prostu nie mogliśmy się jej ot tak po prostu pozbyć. Jedyne co mi przyszło do głowy, to…przemalowanie jej na biało. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. To była dopiero zmiana! Mój mąż pukał się w głowę kiedy powiedziałam mu, że sama ją przemaluję. Ale co to dla mnie! Efekt zapiera dech w piersiach. A wcale nie było to jakoś potwornie trudne. Wystarczyło umyć szafę, odkręcić drzwi, przygotować specjalny „stół” na którym położyliśmy skrzydła drzwiowe, najpierw położyć warstwę farby podkładowej, no a potem 3 warstwy białej (zarówno farba podkładowa, jak i biała była z firmy Flugger, bo akurat ich sklep znajduje się na naszej ulicy). Na początku bałam się, ze farba będzie schodzić czy odpryskiwać, ale na szczęście nic takiego się nie dzieje, a od przemalowania minęło już przecież 2 lata. Ciekawi efektu? Proszę bardzo:

Tak było:

Tak jest:

 

 

CO W POKOJU POZOSTAŁO BEZ ZMIAN?

Chyba tylko moja ukochana biała PÓŁKA LACK z Ikei. Moim zdaniem powieszona pionowo na ścianie wygląda naprawdę mistrzowsko (czy to na groszkowym, czy szarym tle). Zobaczysz ją po prawej stronie okna:

 

CO DODATKOWO DOKUPIŁAM DO POKOJU?

BIAŁA PÓŁKA NA KSIĄŻKI Z SZUFLADKAMI

Ale jej nie będę jakoś bardzo polecać, bo nie jestem z niej w 100% zadowolona. Chciałam troszkę zaoszczędzić i nie kupiłam oryginału. Skusiła mnie niższa cena i pewnie dlatego wykonanie nie powala na kolana. Jedyny plus: wygląd oczywiście. Jest przeurocza.

SZARA KRATA NAD BIURKO

 

Tutaj również szukałam tańszej alternatywy dla firmy Belmam. I udało się! Któregoś razu, zupełnie przypadkiem natrafiłam na Olx na ogłoszenie o kracie powystawowej (takiej wiecie, na okulary i inne gadżety). I o to właśnie mi chodziło! Za całość zapłaciłam 30 zł (już z kurierem), więc jakieś 5 razy taniej niż kosztowałby oryginał. Ja wiem, że to nie to samo i ta nasza nie jest moze aż tak ładna, ale dla mnie najważniejsze jest to, że spełnia swoją funkcję. Marcel może na niej powiesić wszystko to co jest dla niego ważne w danym momencie.

 

DREWNIANA SKRZYNIA NA KÓŁKACH

Ta skrzynia to prawdziwy skarb. Ratuje nam życie. Mieści tyyyyyle książek, kolorowanek i innych dupereli, że szok! Naprawdę warto w taką zainwestować. Do tego ma kółka, więc łatwo się pod nią sprząta. Naszą kupiliśmy TUTAJ  

 

LAMPKA NA BIURKO

Zwykłą starą białą lampkę, wymieniłam na lampkę w stylu skandynawskim, która naprawdę przyciąga wzrok. Kupiłam ją na stronie iluve.com, a model nazywa się Tongariro Globe.

 

 

PÓŁKI NA KSIĄŻKI 

Jako, że mamy naprawdę dużo książek, potrzebne nam było dodatkowe miejsce, żeby je wszystkie gdzieś pomieścić. Pomyślałam, że idealnym rozwiązaniem będą półki LACK z Ikei. I rzeczywiście mieszczą naprawdę dużą ilość książek. Dodatkowym plusem jest to, że Marcel widzi okładki, co sprawia, że jeszcze częściej i szybciej sięga po książki.

 

 

 

METALOWE BIAŁE WIESZAKI CHMURKI I CZARNE PÓŁKI-DOMKI

Jako ozdobę, na której można zawiesić zdjęcia chłopców, użyłam wieszaków-chmurek, które kupiłam w Tigerze. Zaczepiłam je z kolei o półki-domki. Wszystko wygląda naprawdę fajnie.

Cała metamorfoza pokoju trwała prawie 2 lata. Po tym czasie stwierdzam, że warto było postawić na swoim i warto było zmienić ten pokój. Najbardziej jestem dumna z tego, że obecny wygląd tego pokoju, to tylko i wyłącznie moja zasługa. Nikt mi w tym nie pomagał. Decyzję o każdej zmianie, o każdym meblu, ale też i o każdym szczególe, dodatku czy detalu podejmowałam sama.

A jaki jest efekt końcowy metamorfozy? Teraz jest to nasz ulubiony pokój w całym mieszkaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

52 + = 56