O gordonkach i MeloKoncertach słów kilka + ROZDANIE

Odkąd urodził się Julek, dotarło do nas, że to co mówią nasi znajomi o tym, że „każde dziecko jest inne”, jest w naszym przypadku prawdą absolutną. Marcel i Julek są totalnie różni…prawie pod każdym względem. Swoją drogą uważam, że to niesamowite, że dwójka ludzi potrafi stworzyć dzieci tak bardzo się od siebie różniące. Mamy naprawdę wielką moc, Drodzy Rodzice. Dla mnie to wspaniałe doświadczenie patrzeć na dwóch małych chłopców, którzy na swój własny autorski sposób odnajdują się w rzeczywistości, w której się znaleźli.
SKĄD POMYSŁ NA GORDONKI?
Dlaczego ja w ogóle piszę o tych różnicach? A to dlatego, że temat, który chcę dzisiaj poruszyć, zaczął się w naszym domu wraz z zauważeniem jak żywo na muzykę czy śpiew reaguje nasze drugie dziecko. Marcel też lubił muzykę praktycznie od początku (Nigdy nie zapomnę jak półroczny wtedy Marcel przez miesiąc czy dwa, ku niezadowoleniu swego taty, był wielkim fanem „Ona tańczy dla mnie” i domagał się włączania tej piosenki przynajmniej z 20 razy dziennie. A ja widząc jego radochę, nie potrafiłam mu tego odmówić), ale nie do takiego stopnia jak Julek. Julek około drugiego (czy nawet wcześniej, nie pamiętam dokładnie) miesiąca swojego życia, przed każdym zaśnięciem „śpiewał”. Wiadomo…nie tak „normalnie” jak my, ale po swojemu. Tak jakby mruczał zmieniając intonację (na szczęście mamy całe mnóstwo nagrań, które będą nam o tym zawsze przypominały). To było naprawdę urocze. Nie było opcji, żeby człowiekowi nie robiło się wtedy cieplej na serduchu. Poza tym bardzo ochoczo reagował na wszelki rodzaj usłyszanej muzyki, od razu się wtedy bardzo ożywiał, kiwał głową, poruszał się w jej rytm (i wciąż tak jest). Dla mnie jasne było, że Julek tej muzyki i śpiewania potrzebuje jeszcze więcej niż jego starszy brat.
I właśnie tak narodził się pomysł, żeby zabierać Julka na gordonki. I właśnie o gordonkach będzie dzisiejszy wpis. Postaram się Wam przybliżyć ten wdzięczny temat. Ale jako, że nie jestem ani muzykiem ani śpiewakiem (ba! Ja mam nawet zakaz śpiewania – dostałam go od męża swego osobistego pod groźbą rozwodu – oczywiście pod jego nieobecność notorycznie łamię ów zakaz i śpiewam z moimi dziećmi – mając zawsze nadzieję, że sąsiedzi nie słyszą), postanowiłam szukać u źródła. A jeśli u źródła, to oczywiście u Basi Habisiak.
KIM JEST BASIA HABISIAK?
Basia jest muzykiem, pedagogiem, organizatorem koncertów, wiceprezesem Fundacji Camerata Varsovia, absolwentką Akademii Muzycznej w Warszawie na wydziale Edukacji Muzycznej oraz Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu na Wydziale Zarządzania. Basia uczy muzyki w szkołach muzycznych i ogólnokształcących. Jest również certyfikowanym instruktorem zajęć umuzykalniającyh wg teorii uczenia się muzyki Edwina Eliasa Gordona oraz autorką projektu MeloMaluchy MeloBrzuchy – zajęć umuzykalniających dla kobiet w ciąży i dzieci w wieku do 3 lat, tzw. „Gordonków”. I to właśnie Basia organizuje MeloKoncerty dla niemowląt i małych dzieci w Warszawie. Także wiecie, lepiej trafić nie mogłam. 
NASZA PRZYGODA Z GORDONKAMI
My z Julkiem naszą przygodę z gordonkami zaczęliśmy kiedy Julek miał mniej więcej 10 miesięcy. Chodzimy co piątek do takiej małej klubokawiarni na Żoliborzu.

 

 

NASZE WRAŻENIA PO MELOKONCERCIE
Z kolei na nasz pierwszy MeloKoncert trafiliśmy w październiku. I o tyle o ile uwielbiamy chodzić na gordonki, tak MeloKoncertem byliśmy wprost oczarowani. Do tej pory znaliśmy tylko „zwykłe gordonki”. Tutaj było inaczej. Od razu przywitały nas aż trzy dziewczyny prowadzące koncert (Basia Habisiak, Ania Natalicz i Kasia Czapla). Roześmiane, ubrane w piękne tiulowe spódniczki, naładowane mnóstwem pozytywnej energii. I co najważniejsze: dziewczyny grały na normalnych instrumentach (klawiszowych, skrzypcach, flecie, ukulele i perkusjonaliach), co na „zwykłych gordonkach” się nie zdarza. Julek, nasz fan muzyki i tańca, był po prostu zachwycony. Ja z kolei jestem pod wrażeniem różnorodności muzycznej i profesjonalizmu dziewczyn. Ale oprócz doznań muzycznych, dziewczyny zapewniły też dzieciom mnóstwo dodatkowych atrakcji. Były śpiewy, tańce, bańki mydlane, przezroczyste chustki, za którymi mogliśmy się schować, marakasy, bębenki, kastaniety, tamburyny, a także prześliczne dziergane liście, grzybki i żołędzie. Ale przede wszystkim było szczęście i zachwyt dziecka. Mojemu półtorarocznemu dziecku nic więcej do pełni szczęścia nie było potrzebne.
Poniżej wrzucam kilka zdjęć z MeloKoncertu. Przepraszam z góry za ich jakość, ale ze względu na światło i dynamikę zarówno zajęć jak i mojego dziecka, nie byłam w tamtym momencie zrobić ich lepiej. Musicie mi wybaczyć.

 

 

Najlepiej jednak wszystko zobaczyć (a raczej posłuchać) na dwóch krótkich filmikach, które udało mi się nagrać.
WYWIAD Z BASIĄ HABISIAK
A wracając do dzisiejszego tematu głównego, czyli gordonków…Z Basią spotkałyśmy się chwilę po MeloKoncercie, bo bardzo zależało mi na tym, żeby wpis o gordonkach nie był napisany na podstawie jakichś tam informacji z internetu, tylko żeby głos zabrała profesjonalistka. Dlatego jeśli tylko chcecie posłuchać co o gordonkach i ich wpływie na rozwój dziecka ma do powiedzenia certyfikowany instruktor zajęć umuzykalniających (potocznie zwanych gordonkami), zapraszam na wywiad z Basią Habisiak.

Dosyć często, gdy z kimś rozmawiam i mówię, że chodzimy z Julem na gordonki pada pytanie: „a co to są te gordonki?”. Basiu, gdybyś mogła w kilku słowach/zdaniach powiedzieć nam czym są i na czym polegają zajęcia gordonowskie.

Gordonki to zajęcia umuzykalniające, które w Polsce prowadzone są z myślą o niemowlakach i małych dzieciach do ok.3 roku życia. Twórca teorii uczenia się muzyki, na podstawie której powstały gordonki, to amerykański muzyk i pedagog profesor Edwin Elias Gordon. Przeprowadził samodzielnie doświadczenia na swoich uczniach i stwierdził, że małe dziecko może uczyć się muzyki dokładnie tak samo jak języka mówionego. Czyli żeby się nauczyło posługiwać rytmem i melodią w sposób twórczy, należy do niego przemawiać w tym języku. Taki proces dotyczy nie tylko małych dzieci, ale od nich zaczynamy edukację. W Stanach Zjednoczonych uczy się wg tej teorii także dzieci w wieku powyżej 3 roku życia.

To tyle teorii, a jak w praktyce wyglądają takie zajęcia? Czy do takich zajęć trzeba się jakoś specjalnie wcześniej przygotowywać (mam na myśli strój, itp.)?

Nie ma potrzeby przygotowywać się specjalnie. To tak jak jakbyśmy do wspólnej zabawy z innymi dziećmi i ich rodzicami zakładali odpowiednie obuwie, ubranie czy zabierali ze sobą jakiś sprzęt. Na gordonki przychodzi się po prostu porozmawiać w języku muzyki. Jeśli to możliwe, to warto przed zajęciami poczytać o samych gordonkach w internecie, gdyż może się zdarzyć, że instruktor nie powie nam zbyt wiele i będziemy zaskoczeni tym, co zobaczyliśmy na zajęciach. Gdyby się tak zdarzyło, to po prostu zapytajcie osobę prowadzącą o to, co Was nurtuje w kwestii zajęć.

Gordonki to zajęcia płatne, a skoro płatne, to od razu nasuwa się pytanie: czy oby na pewno warte swojej ceny i co tak naprawdę zyskuje moje dziecko uczęszczając na takie zajęcia?

Czy warte, to już powinien ocenić sam rodzic po zajęciach. Większość dzieci wynosi bardzo dużo z takich zajęć umuzykalniających. „Problem” jest w tym, że nie widać efektów po pierwszym spotkaniu. Nasze dziecko nie wyjdzie śpiewając jakąś piosenkę czy recytując krótki wierszyk. Zajęcia gordonowskie to proces nauczania, musimy dać sobie i dzieciom szansę, żeby coś zapamiętały. Dokładnie tak samo jest przecież z nauką języka – nasze dzieci zaczynają mówić poprawnie w wieku kilku lat, dlaczego więc wymagamy, żeby śpiewały już jako niemowlaki? 😊

Sceptycy twierdzą, że takie same „zajęcia” są w stanie przygotować swoim dzieciom sami w domu? Czy to prawda? Czy ktoś kto nie ma żadnego przygotowania muzycznego rzeczywiście jest w stanie coś takiego zrobić?

Co jest bardzo istotne to to, że zajęcia gordonowskie powinny być prowadzone przez certyfikowanych instruktorów. Wiecie dlaczego? Dlatego, że każdy taki nauczyciel musi przejść długą drogę szkolenia – począwszy od kursu, który trwa przynajmniej pół roku, poprzez odbycie wielu godzin praktyk i zdanie egzaminów teoretycznych i praktycznych. Osoby, które nie mają umiejętności czystego i rytmicznego śpiewania nie są niestety stworzone do tego. Warto sprawdzić czy osoba prowadząca posiada certyfikat, wtedy mamy większą pewność, że zajęcia będą profesjonalne. Rodziców, którzy twierdzą, że mogą zrobić swoim dzieciom takie same „zajęcia”, mogę tylko odesłać do literatury, podręczników profesora Gordona, w których opisuje cały proces uczenia się muzyki i wartości, jaką daje wspieranie edukacji muzycznej przez profesjonalistów. Oczywiście nie oznacza to, że rodzice nie mogą bawić się z dziećmi w domu powtarzając motywy melodycznie i rytmiczne z zajęć. Mogą i powinni! Prawdą jest, że „pa pa, ba ba” i śpiewanki czy rytmiczanki oparte na tych sylabach będą się rodzicom wydawać na zajęciach infantylne. Ale jest to celowy zabieg – uczymy języka muzyki, a nie języka mówionego! Dlatego na zajęciach pojawia się niewiele tekstów piosenek czy wierszyków.

A co jeśli chodzi o rozwój mowy dziecka? Bo ja sama zauważyłam, że Julek danego dnia po zajęciach (a chodzimy raz w tygodniu) jest bardziej chętny do powtarzania różnych dźwięków (typu pam, pam, pam, bam, bam, bam, itd.). Jest to jakoś „naukowo” udowodnione?

Ha ha ha, to dobrze! Znaczy, że przychodzenie na zajęcia ma sens! Profesor Gordon niechętnie mówił o tym, że uczęszczanie na zajęcia ma wielki wpływ na rozwój mowy, umiejętności liczenia, nauki języków czy rozwój fizyczny dziecka. On skupiał się na tym, że muzyka sama w sobie sprawia, że człowiek się rozwija. A to czy dziecko szybciej na tle rówieśników będzie mówić czy liczyć jest też zależne od otoczenia, w jakim dziecko przebywa. Naukowcy twierdzą, że zabawy i zajęcia muzyczne mają wpływ na przyrost ilości połączeń nerwowych w mózgu, a co za tym idzie, szybsze przyswajanie nowych informacji czy umiejętności. Jeśli dziecko wzrasta w środowisku bogatym w rozwijające bodźce (dostęp do żywej muzyki, natury, literatury, kontakty z ludźmi, zabawki kreatywne, itp.) to z pewnością więcej się nauczy się niż jego rówieśnicy. Dotyczy to nie tylko umuzykalniania.

Spotkałam się z tym, że nie każdemu jednak te zajęcia przypadają do gustu. Jedna z moich koleżanek powiedziała po pierwszych zajęciach gordonowskich, że ani jej ani dziecku te zajęcia po prostu się nie podobały. Czy nie są to w takim razie zajęcia dla wszystkich? Od czego to zależy jak myślisz?

Staram się powtarzać rodzicom na zajęciach oraz moich MeloKoncertach dla niemowląt i małych dzieci, że niezwykle ważne jest ich zaangażowanie. Jeśli małe dziecko widzi przed sobą panią, która się pięknie uśmiecha i ładnie śpiewa, a obok siedzi mama czy tata z twarzą w telefonie, to uwierzcie mi, ale dziecko niezależnie od wysiłków instruktora nie wyniesie z tych zajęć tyle, ile by mogło. Rodzicu, schowaj na te 45 minut komórkę i poświęcić się dziecku, spróbuj powtarzać to, co nauczyciel i bawić się muzyką, może to przyniesie większe zaangażowanie dziecka? Warto spróbować. Bywa też tak, nie ukrywam, że mi się to nie zdarzyło, że rodzicom nie odpowiada osoba prowadząca zajęcia, sala, inne osoby na zajęciach, czyjś katar, własne zmęczenie. Nie wszystko musi nam się podobać. Na szczęście w całej Polsce jak grzyby po deszczu powstają miejsca, gdzie można uczęszczać na gordonki. Wybór jest szeroki i zawsze można spróbować w innym miejscu.

Chodząc na zajęcia, przy okazji jestem też obserwatorem i muszę Ci się przyznać, że mam takie swoje spostrzeżenie, że im lepiej bawi się rodzic, tym lepiej czuje się na tych zajęciach jego dziecko. Czy to rzeczywiście tak jest? Jakie są Twoje doświadczenia? Czy to nie jest czasem tak, że oprócz osoby prowadzącej gordonki, również rodzic odgrywa na tych zajęciach kluczową rolę? Albo może zapytam inaczej: jaką rolę na tych zajęciach odgrywa rodzic?

To jest właśnie to zaangażowanie, o którym mówiłam wcześniej. Jaką rolę odgrywa rodzic? Kluczową. Inaczej zajęcia prowadzone byłyby tylko z dziećmi, bo rodzic by tylko przeszkadzał. A tak naprawdę można powiedzieć, że instruktorzy prowadzą gordonki przy pomocy rodziców. To oni powtarzać mają krótkie motywy melodyczne i rytmiczne, mogą śpiewać tzw. drugi głos, żeby stworzyć ciekawą harmonię muzyczną. To dzięki rodzicowi też dziecko poznaje świat ruchu, co jest bardzo istotne na gordonkach. Ruch, melodia, rytm. Taki miks chcemy przekazać uczestnikom zajęć, a rodzic ma za zadanie ułatwić poznawanie tych sfer własnemu dziecku. Dzięki temu w domu z większą odwagą i pewnością siebie będzie mógł pobawić się z dzieckiem powtarzając piosenki i wierszyki z zajęć.

Basiu, serdecznie dziękuję Ci za rozmowę. To była prawdziwa przyjemność móc wziąć udział w takim koncercie i spotkać się z Tobą.

Ja również dziękuję.

Kochani, gdybyście mieli jeszcze jakieś pytania do Basi czy to na temat gordonków czy w ogóle związanych z muzyką, piszcie śmiało (tutaj albo na Facebooku). Basia na pewno odpowie na nie z przyjemnością.

 

A teraz obiecana NIESPODZIANKA, Kochani Gwiazdkowicze.

ROZDANIE

Do wygrania jest JEDEN bilet RODZINNY (dla minimum dwóch, a maksimum czterech osób) na najbliższy Melokoncert, który odbędzie się 17.listopada w Polanie Wilanów o godzinie 11.30 (szczegóły na plakacie powyżej)

Co trzeba zrobić, żeby wygrać taki bilet dla całej rodziny? Zasady są bardzo proste. Wystarczy:

  • polubić Gwiazdki z nieba na Facebooku (oooo TU)  
  • napisać w komentarzu na blogu lub pod postem na Facebooku kogo chcecie zabrać na MeloKoncert, ile ma/mają latek i jaka jest jej/jego/ich ulubiona piosenka (pamiętajcie, że MeloKoncert jest dedykowany dla niemowląt i dla dzieci do 3.roku życia)
  • zaprosić na Facebooku pod postem trójkę znajomych do wspólnej zabawy
  • udostępnić ten post na swoim Facebooku

Konkurs trwa do czwartku 15.listopada do północy. W piątek rano zarówno w tym wpisie, jak i na Gwiazdkach z nieba na Facebooku, zostaną ogłoszone wyniki konkursu.

Uczestnictwo w konkursie oznacza akceptację regulaminu, który znajduje się w notatkach.

 

1 thought on “O gordonkach i MeloKoncertach słów kilka + ROZDANIE

  1. Mama Dorota zabrała by swojego pierwszego synka Julka. Mały niedawno skończył 6miesiecy, ale już uwielbia piosenki. Nasze ulubione hity to: „była sobie żabka mała”, „jadą, jadą misie”. Byłoby cudownie wygrać bilety na taki koncert, abyśmy mogli zobaczyć czy to dla nas 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *