Matka Polka (Cyconiem) Karmiąca

Dziś rzecz będzie o cycu, cycusiu, cyconiu, cycochu, bo tak oto właśnie w domu naszym nazywa się TĘ część ciała, która wykarmiła dwóch synów naszych Korzebowych. To znaczy jednego wykarmiła i stop już nie karmi, a drugiego wciąż karmi i nie znany jest jak na razie deadline tej czynności (ku przeolbrzymiej nieuciesze męża mego osobistego prywatnego, który chciałby już rzeczonego cyconia odzyskać w końcu po czasie dość długim), bo jakoś tak ciężko zdecydować się na odstawienie kiedy się wie, że trzeciego razu nie będzie i że ten drugi jest ostatnim i że już więcej się tego nie poczuje. Tak więc w naszym przypadku bardzo prawdopodobne jest, że nasza historia mlecznej drogi może się skończyć tak jak poniższa grafika pokazuje:

 

 

A wiecie w ogóle dlaczego akurat dzisiaj o tym cyconiu rzecz będzie prawiona? Otóż dlatego, że 1. sierpnia to nie tylko powszechnie znana rocznica wybuchu powstania warszawskiego, ale i dzień bardzo ważny dla mam i ich dzieciątek, czyli Światowy Dzień Karmienia Piersią (w naszym języku Korzebowym powinien się nazywać po prostu Dniem Cyconia i już). 

 

 

 

A że karmienie piersią (tudzież cyconiem) to dla mnie temat szczególnie ważny, wyjątkowy i bliski, postanowiłam swoje dwa grosze wtrącić. Choć wiem, w pełni świadoma jestem, że temat jest z lekka kontrowersyjny i potrafi nie jedną internetową gówno-burzę wywołać. Mam jednak cichuteniuteńką nadzieję, że a nóż widelec uda mi się jednak słów kilka powiedzieć i nie zostać potem pożartą na śniadanie, obiad tudzież kolację.

Z tym cyconiem to sprawa nie jest taka oczywista jak zwykły myśleć wszystko wiedzące panie na oddziałach noworodkowych i położniczych. Wydawać by się mogło, że proste to jak konstrukcja cepa: ssak się rodzi, pokwili chwilkę (ku radości i uciesze matki swojej i ojca swego, których uszy słodszego dźwięku niż ten pierwszy płacz pacholęcia swego jeszcze na świecie całym nie słyszeli), na brzuchu matki swojej wyląduje, pościg ku cyconiowi zacznie, znajdzie cyconia, chwyci, zassie i żołądek swój magicznym płynem zwanym mlekiem matki napełni. No! To tyle teorii. A jak wygląda rzeczywistość? Już my tu wszyscy dobrze wiemy, że tak kolorowo to nie jest, oj nie. Nie każdy ssak ma tak prostą i nieskomplikowaną instrukcję użytkowania. Istnieją różne ssaki, różne cyconie, różne okoliczności. I to właśnie głównie od tych „okoliczności” zależy czy nasz Milky Way zakończy się sukcesem czy też będzie źródłem łez i frustracji.

W swoim życiu spotkałam wiele mam, wiele dzieci i usłyszałam od nich wiele historii dotyczących karmienia. Wiadomo, ekspertem żadnym laktacyjnym nie jestem, ale dzięki tym historiom i rozmowom, WYDAJE MI SIĘ, że najważniejsze jest to, żeby pamiętać, że KAŻDA historia jest INNA, KAŻDE dziecko jest INNE, a i CZYNNIKÓW wpływających na naszą laktację jest naprawdę WIELE. Do któregoś momentu zdawało mi się (jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi) że miejscem, w którym tworzy się mleko jest GŁOWA mamy. Czyli że generalnie od nas samych zależy czy będziemy karmiły czy nie. Ale poznałam takie historie, które tej mojej teorii zaprzeczają. Bo z tej głowy, która teoretycznie rządzi całym naszym ciałem, droga do cyca, a potem do brzuszka maleństwa jest naprawdę dłuuuuga.

Postaram się tu Wam przedstawić kilka przykładów na to, jak natura jest skomplikowana i jak potrafi zaskakiwać. I jak bardzo dużo trzeba mieć szczęścia, żeby móc swoje dziecko karmić piersią.

 

HISTORIA numer 1:

Dobiega północ, na moją salę poporodową (po drugim porodzie, więc już jakieś tam doświadczenie karmienia piersią pierwszego dziecka miałam) przywożą 3 dziewczyny po cesarce. W tym Lilę. Lila od razu prosi, żeby przywieziono też jej córeczkę, bo po 12 godzinach od operacji chce spróbować pierwszy raz ją nakarmić. Pielęgniarka coś tam mamrocze pod nosem, że może już rano spróbuje, że młoda przecież ładnie sobie śpi w pokoju obok, że po co ją wybudzać i takie tam inne „zachęcacze”. Ale Lilka nie daje za wygraną i na którąś tam już z rzędu prośbę, przed pierwszą w nocy przywożą Ulę – jej pierwsze dziecko. Pielęgniarka niby pomaga przy przystawieniu (na prośbę Lilki oczywiście), ale jakoś tak nieudolnie, może jej się nie chce, bo noc, cisza, nie wiem. Stwierdza jednak po chwili, że mała to chyba jednak z piersi nie będzie jadła, bo pierś jakaś nie taka, wklęśnięta i w ogóle to mała źle chwyta, leniwa jest, rozespana, a tak naprawdę to prawie w ogóle nie chwyta, bo spać woli. Widzę, że Lilka zaciska zęby. Patrzę na nią, patrzę na pielęgniarkę i do tej pory pamiętam moją myśl w tamtej chwili na to co powiedziała pielęgniarka: „Oj, kochanieńka, ale się jeszcze zdziwisz!”. Następny dzień nie był dla Lilki lepszy, delikatnie mówiąc. Tak naprawdę był naprawdę kiepski: pielęgniarki wysłały tatę Uli po silikonowe nakładki na piersi…z nimi wcale nie było lepiej. Potem padł pomysł, żeby Lilka ściągała pokarm laktatorem i podawała butelką. Lilka chciała jak najlepiej. Wypełniała każde polecenie pielęgniarek. Około 16.00 jednak pękła. Nie tak wyobrażała sobie to całe karmienie. Rozpłakała się tak, że wyszliśmy z sali. Po wszystkim powiedziałam jej, że teraz będzie już tylko lepiej i że może mi wierzyć lub nie, ale będzie karmić Ulę piersią i ja jej to obiecuję, tu i teraz. I co się okazało? Lila wróciła z małą do domu, na spokojnie, bez żadnych nakładek, kapturków i innych laktatorów, zaczęła małą karmić piersią. A mała po prostu „zachwyciła”. Tak po prostu! I może to zabrzmi dziwnie, ale ja naprawdę od początku patrząc na Lilkę wiedziałam, że ona będzie karmić piersią. Naprawdę! I żadna pielęgniarka, żaden kapturek, żadna butelka, jej w tym nie przeszkodziły!

 

HISTORIA numer 2

Jej bohaterką jest Basia – nasza kochana sąsiadka z osiedla. Pierwszego synka karmiła piersią bardzo krótko, co bardzo przeżyła i co przez jakiś czas było dla niej tematem tabu. Teraz już wiemy, że powodem tej sytuacji był narząd mowy dziecka – jak mawia Basia: sztywny jak kołek język. Mimo, że chłopczyk był konsultowany przez dwie CDL (Certyfikowany Doradca Laktacyjny) i miał podcinane wędzidełko, i tak nie chciał ssać piersi. I to był, Kochani, czynnik nie do przeskoczenia. Coś na co ani mama ani dziecko nie miały żadnego wpływu. Żadna głowa, żadne nastawienie, nic by tutaj nie dały i koniec. Ale to jeszcze nie koniec niesamowitej historii karmienia Basi. Po trzech latach urodził im się drugi synek… z nie zdiagnozowaną wcześniej przepukliną przeponową. Co to oznacza? Że w trakcie porodu, po tym jak przyszedł na świat i wydał swój pierwszy krzyk, zaczął się dusić i przestał oddychać, był reanimowany, następnie podłączony do aparatury ratującej życie. Żeby mógł przeżyć, potrzebna była operacja. Ponad tydzień trwało przygotowanie chłopca do operacji (wcześniej był na nią za słaby). Przez ten cały czas Basia dzielnie ściągała pokarm laktatorem i go przechowywała. Kropelka po kropelce…dosłownie! W pierwszej strzykawce był 1 mililitr mleka, w drugiej już 2 a po miesiącu Basia mogłaby swoimi zapasami wykarmić pewnie z pół oddziału noworodków. I gdy tylko można było po operacji podać chłopcu pierwszy „posiłek”, który nie był kroplówką, dostał właśnie mleko mamy…przez sondę. Potem dostawał to mleczko butelką. W tej całej potwornie ciężkiej sytuacji, Basia nie myślała nawet o karmieniu piersią, ściągała pokarm i tyle, więc kiedy wrócili do domu (po ponad miesiącu spędzonym w szpitalu), bez żadnej spiny czy ciśnienia przystawiła małego do piersi pierwszy raz, nie oczekując zbyt wiele (zwłaszcza po wcześniejszych doświadczeniach ze starszym synkiem, który delikatnie mówiąc za cycem nie przepadał). I co się stało? Nasz mały bohater jak zassał, tak ssał potem cyconia ponad półtora roku. I gdzie tu logika, prawda? Dziecko, które urodziło się cesarskim cięciem (więc według teorii co poniektórych, od razu powinno mieć pod górkę z karmieniem), które nie oddychało samo przez około 15 dni, które przeszło jedną z najcięższych możliwych operacji w tydzień po urodzeniu, które spędziło ponad miesiąc w szpitalu, które w tym szpitalu uczono ssania na butelce, które z tej butelki przez ten miesiąc piło, PO MIESIĄCU chwyciło cyca mamy i jak gdyby nigdy nic, zaczęło z niego pić mleko. Basia od razu skonsultowała się z doradcą laktacyjnym, który to pomógł jej przejść z butelki na cyca. I jeszcze jedno, o czym wcześniej nie wspomniałam, a co również ma kluczowe znaczenie: dzidzia od razu po zaintubowaniu została przewieziona do innego szpitala niż ten, w którym została Basia. I znowu: teoretycznie oksytocyna (odpowiedzialna przecież za laktację) powinna umrzeć razem z Basią…z rozpaczy…bez dzidzi obok. Ale nie umarła!

 

HISTORIA numer 3:

Moja kuzynka. 26-letnia dziewczyna, która bardzo chciała karmić piersią, bardzo chciała dać swoim dziewczynkom to co najlepsze. Pokarm teoretycznie był, bo piersi były duże i nabrzmiałe, ale…nic nie chciało z nich lecieć. Dlaczego? Tego nie wiemy. Żadne próby przystawiania dziecka, masażu, gorących kąpieli, nie pomagały. A jak piersi zrobiły się gorące i czerwone, to lekarz nastraszył ją, że dostanie w końcu zapalenia, że będą musieli je pociąć i założyć dreny. Do tego doszły nerwy, że dziecko płacze, bo jest głodne. W którymś momencie, kuzynka bała się już, że to swoje kochane i wyczekane dzieciątko po prostu zagłodzi. W międzyczasie przyszła jeszcze do niej pielęgniarka środowiskowa, która twierdziła, że jej te piersi rozmasuje i że mleko będzie leciało jak z fontanny. Aaahaa. Jasne! Kuzynka do tej pory pamięta jej wielkie ręce i to jak ona sama z bólu wbijała paznokcie w pufę. Moment, w którym podała małej butelkę z mieszanką przyniósł spokój. Wcześniej był tylko ból, frustracja i poczucie winy, że nie jest wystarczająco dobrą mamą. Może gdyby w okolicy był dostępny doradca laktacyjny, historia miałaby inne zakończenie. A tu niby wszyscy chcieli pomóc, ale jakoś tak im „nie wyszło”.

 

HISTORIA numer 4

Tym razem koleżanka. Historia niemalże identyczna jak ta poprzednia. Z dwoma jednak róznicami: rzecz działa sie w Warszawie (a nie w maleńkiej miejscowości gdzie nikt nie słyszał o instytucji doradcy laktacyjnego) i tu jednak doszło do zapalenia piersi. 40-stopniowa gorączka, mdłości i niewyobrażalny ból piersi.  Do cierpiącej koleżanki przyjeżdża doradca laktacyjny. Pomaga. Bardzo. Mówi co i jak. Tłumaczy. Po wizycie, teść (bo mąż musiał wtedy wyjechać służbowo) ściąga jej pokarm z piersi (tak, tak, ustami). Ona potem zapytana: „Ale jak to? Teść?”, mówi, że była w takim stanie, że nie miało to dla niej najmniejszego znaczenia. Najważniejsze było to, że przyniosło ulgę. Laktator mógłby nie dać rady w tej sytuacji. Udało się! Po zażytym antybiotyku, zapalenie przeszło. Ale spotkań z doradcą było potem jeszcze kilka. Przy doradcy przystawianie dziecka do piersi wydawało sie banalnie proste, ale po jej wyjściu, za każdym razem zaczynały się problemy. Na szczęście po prawie miesiącu, młody nauczył się prawidłowo ssać. Koleżanka karmiła prawie rok.

 

No i jak tu znaleźć wspólny mianownik we wszystkich tych historiach? To jest niemożliwe. Bo KAŻDA HISTORIA jest inna. Najważniejsze to to, że karmienie piersią to prawdziwy zaszczyt i wyróżnienie. Nic nie może równać się z bliskością i więzią, którą daje karmienie. Nic nie jest zdrowsze ani lepsze niż pokarm mamy. Nic nie jest tak przyjemne jak widok wpatrzonych w Ciebie oczu dziecka kiedy je karmisz. Nic nie może się równać z mizianiem po szyi, włosach, drugim cyconiu, obojczyku. Nie ma lepszego remedium na smutek, ból, czy rozżalenie niż wtulenie się w cyca mamy.  Ale pamiętajmy, że czasami trzeba mieć naprawdę sporo szczęścia, odpowiednią opiekę, wsparcie i pomoc, żeby ta mleczna droga nie okazała się drogą krzyżową. Dlatego NIE OCENIAJ. Bo nigdy nie byłaś w sytuacji mamy, która nie karmiła. Nie wiesz przez co taka mama tak naprawdę przeszła. I jaka była jej historia. Po prostu to uszanuj. Karmienie butelką to nie zawsze droga na skróty. Pamiętaj o tym.

 

 

 

Niezależnie od tego czy karmiłaś już piersią, czy może właśnie karmisz (jak ja), czy dopiero zamierzasz, czy może nie było Ci to dane, pamiętaj: mleko mamy to prawdziwy CUD (no bo jak inaczej wytłumaczyć to, że przez pół roku, jesteś w stanie wyżywić dziecko karmiąc je tylko piersią, a ono pięknie się dzięki temu rozwija i rośnie). I w tym szczególnym DNIU, ja Ci chcę o tym przypomnieć. Tak po prostu.

 

 

13 thoughts on “Matka Polka (Cyconiem) Karmiąca

  1. Ech… Ja mam bardzo podobne doświadczenia… Po pierwszym porodzie (Szpital Biel…ski) zostałam sama, żadna z położnych nie podeszła by mi pomóc (pomimo moich próśb), piersi były duże, bolące a mleko nie płynęło ( pół nocy płakałam pod prysznicem polewając je ciepła wodą by rozgrzac, i maltretując je laktatorem) dopiero po kilku godzinach… Sukces mleko zaczęło płynąć i młoda się uspokoiła – zassała na całe 7miesięcy a potem stwierdziła że woli butelkę i się przygoda z karmieniem skończyła. Po drugim porodzie, zdecydowanie lepiej ( Szpital niedaleko Pól M.) Rewelacja. Chociaż doradca laktacyjny upierał się, że młoda ma problemy z aparatem gębowym (i tu zalecenia co do wizyty u NeuroLogopedy) wiec po moich oględzinach (w końcu jestem logopedą, co mi będą kit wciskać ) już wiedziałam że to nie u młodej a znów moich piersi wina. Poprosiłam położną o pomoc , opowiedziałam jej o moich poprzednich doświadczeniach, obejrzała dokładnie i co się okazało… Mam pewną przypadłość (pewnie bardzo wiele kobiet ją ma a o tym nie wie, stąd problemy z karmieniem) otóż otwory kanalików mlekowych się zaczopowały- i to tak, że ani masaż ani nic nie pomagało. Cudowna położna zaaplikowała mi dwa razy ( odstęp kilku godzin) tampony do nosa oczywiście nasączone oksytocyną (widok był genialnie przezabawny 🤣😂) dodatkowo robiłam okłady ze schłodzonych liści kapusty… iiiiii mleko popłynęło strumieniem… płynie do dnia dzisiejszego, pomimo że chciałabym już skończyć.. ale każdy ssak ma inne potrzeby. Mój potrafi kiszone ogórki mlekiem popić bo tak lubi i tak chce…
    Przy początkach naprawdę ważne jest by trafić na odpowiednie, kompetentne osoby, które wiedzą i przede wszystkim chcą Ci pomóc!!! Niestety nie zawsze tak jest – smutne ale prawdziwe…
    Życzę Wszystkim karmiącym miłego dnia.

    1. O widzisz! Czyli u mojej kuzynki to też mogło być to! Ale oczywiście w Gołdapi nie ma kompetentnych osób do pomocy. Najlepiej piersi od razu zmiażdżyć, a kobieta niech wyje w niebogłosy, a co! A kapusta jest najlepsza! Tyle razy uratowała mi już życie, że nie zliczę nawet! Na stałe mam z 20 liści zamrożonych w zamrażalniku w razie czego (żeby potem w niedzielę niehandlową problemu nie mieć na przykład). Dziękuję, Asiu, że mi o tej kapuście przypomniałaś. To też jest świetny materiał na wpis. Kiedyś o nim pamiętałam ale oczywiście wypadło mi z głowy. A z tym skończeniem to temat rzeka, niby człowiek chciałby już przeciąć pępowinę, a z drugiej widok tego Julasa odpływającego ze szczęścia przy cycu…bezcenny <3 No i ta świadomość, że to się nie powtórzy...mnie dobija. Tobie i Twojemu małemu ssaczkowi również życzę miłego dnia :* :* :*

      1. 😉 😘 pozdrawiamy również… Oby się komuś Nasze doświadczenie przydało w trudnych początkach.
        Pomysły na nowe wpisy dotyczące karmienia … To rzeka 😉 pomyśl np o wpisie dotyczącym pozycji na karmienie… Ja w szpitalu (przy drugim dzieciątku ) instruowana byłam przez doradcę na kilka różnych sposobów (i siedząco i z poduchą, itp) jednak, tak jak i przy pierwszej córce, najlepsza okazała się na leżąco, bo i kontakt inny i dostęp do piersi łatwiejszy. Sposob karmienia też jest ważny- przy małych brodawkach i wklęsłych piersiach inny a przy dużych brodawkach i ogromnych piersiach pomocny będzie inny. O tym się nie mówi!! Życzę lekkiego pióra
        Pozdrawiam

    2. Piękny wpis!! Każda z nas mam zna takich historii co najmniej kilka. Ja aktualnie walczę o karmienie bo pomimo dobrego przybierania na wadze mam wrażenie ze mleka jest ciągle za mało. Oj przydałaby się ta oksytocyna na bank… ale to towar niedostępny i niezastępowalny. Ktoś coś?

  2. Ja niestety Synka karmiłam bardzo krótko, bo tylko miesiąc. Syn jest moim pierwszym i póki co jedynym dzieckiem. Jako młoda i niedoświadczona mama słuchałam rad wielu osób, które mówiły: „nie jedz tego, nie jedz tamtego”. W pewnym momencie jadłam bardzo niewiele przez co straciłam cały pokarm, choć na początku miałam go na prawdę sporo. Teraz wiem, że przy kolejnym dziecku odwiedzę poradnię laktacyjną i przestanę słuchać porad wszystkich dookoła a zaufam swojemu, matczynemu instynktowi 🙂

  3. Piękny wpis!! Każda z nas mam zna takich historii co najmniej kilka. Ja aktualnie walczę o karmienie bo pomimo dobrego przybierania na wadze mam wrażenie ze mleka jest ciągle za mało. Oj przydałaby się ta oksytocyna na bank… ale to towar niedostępny i niezastępowalny. Ktoś coś?

    1. Karolinka, na pewno nie masz za mało pokarmu. Przystawiaj często i będzie dobrze. Na tyle na ile Ciebie znam, to pewnie zbyt mocno się przemęczasz i musisz mieć wszystko perfekcyjnie zrobione. Odpocznij troszkę, a i pokarmu wiecej się zrobi 🙂 I pij i jedz dużo 🙂 Buziaki :*

  4. Karmienie piersia to dla mnie zagadkowa sprawa, faktycznie magiczna i nielogiczna:-)
    Syn nr 1. rozkrecilismy sie b.szybciutko mimo c.c. po 4miesiacach z uwagi na dosc stresujace sytuacje pokarm zniknal 🙁 znalismy smoka i butle zatem bez najmniejszego problemu przestawilismy sie na m.m. Pierwsze zachorowanie odnotowalismy jak syn skonczyl 1.5roku!!niechcacy podtrula go tesciowa
    Syn nr 2. rowniez po c.c.od razu wolalam o mozliwosc przystawienia do „cyconia” zeby bez butli bylo tym razem bo ma byc jeszcze lepiej niz przy pierwszym dziecku i co?!KLOPS!!! I nie dlatego ze nie bylo pokarmu, karmilam z powodzeniem rok i 7miesiecy przy czym trafilam w sidla cycoholika!!nie bylam w stanie NIC zrobic i NIGDZIE wyjsc bez synka nie tolerujacego kompletnie butli!!cyc eksploatowany byl NON STOP nawet w kolejce przy kasie w super markecie, w aucie, w autobusie!!NIKT nie chcial zostawac z moim synkiem wiedzac ze nie majac mnie i mojego cyca pod reka nie ma sily ktora uspokoi cycoholika!!wszystko bylo by piekne gdybym mogla wytlumaczyc sobie, ze robie to dla jego dobra, dla jego zdrowia ale otoz NIE!!od czasu jak skonczylismy 3miesiace moj synek CALY CZAS CHOROWAL!!do 3miesiecy walczylismy z roznymi wysypkami a po 3miesiacach nie moglismy pozbyc sie kaszlu pochodzenia nieodkrytego do chwili obecnej!!tak wiec obalilam mit zdrowotnego wplywu karmienia piersia niestety!!z „cyconiem” pozegnalismy sie jak zaszlam w 3cia ciaze!!jeszcze nie wiedzialam ze jestem w ciazy ale po pierwszej przespanej po 19miesiacach nocy – dziekowalam bogu!!budzilismy sie co 1.5h na karmienie przez rok i 7miesiecy!!
    Synek nr 3. rowniez c.c. od razu byl cyc i butla z moim mlekiem!!tak pol na pol dotrwalismy do 6go miesiaca po ktorym w pelni swiadoma postanowilam zamknac bar mleczny i bezinwazyjnie zaczelismy przechodzenie na m.m.
    Skonczylismy rok, nie chorujemy a mama moze czasem wyjsc do pracy!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *