Śpiący Dziedzic

Z serii: Kanapowe Rozkminy MPK (Matki Polki Korzebowej, czyli mnie)

I siedzi sobie ta biedna MPK na tej kanapie i myśli (prawie jak ta Kinga Rusin na Instagramie)…zastanawia się w sensie…co tu ze sobą począć. No bo otóż to właśnie jej Dziecię Number Two zasnęło w huśtawce hybrydowej (BTW – jeśli znacie nazwisko wynalazcy tego cudu techniki, koniecznie dajcie znać, ma u mnie piwo albo nawet i całą zgrzewę. No jak ona/on to wymyślił/a, żeby to się tak cały czas bujało i bujało to ja nie wiem…nie że tam musisz nogą albo łokciem popinać w pozycjach jakichś dziwnych, momentami kamasutrę przypominającymi (Kamasutra – haaa haaa haaa, słowo zupełnie już nieznane rodzicom, którym rodzi się drugie dziecko) a nie dziecka usypianie, a tu wszystko proste jak budowa cepa – nawet ja – Matka Polka Nieogarnięta Nietechniczna (nie chwaląc się oczywiście) błyskotliwie ogarnęłam temat w trymiga: włączam, wybieram melodię, potem pozycję (bo przecież nigdy nie wiadomo czy Dziedzic życzy sobie żeby bujano go przód-tył czy też może na boki, a nawet jeśli przód-tył, to czy w stronę okna by sobie bardziej życzył w tym momencie czy może jednak w stronę drzwi wejściowych, tudzież zahaczając jednak trochę widokiem o lodówkę), gdzieś tam w międzyczasie tak zwanym oczywiście wkładam też rzeczonego Dziedzica (no ale to chyba oczywista oczywistość jest, c’nie – ależ mi się ten skrócik podoba, nareszcie mogłam gdzieś go tu ostentacyjnie wcisnąć, a co!? A włączcie sobie wujka Googla i sprawdźcie co on znaczy jeśli jeszcze nie wiecie, ha!).
No a potem to już szybciutka akcja: smok, pielucha przy buzi – no żeby smok nie wyleciał z dzioba Dziedzicowego (bo tu akurat muszę się poskarżyć, bo tego to ja akurat nie rozumiem jak to jest, że mamy XXI wiek a nikt nie wymyślił jeszcze takiego smoka co to by z dzioba Dziedzicowi nie wypadał – jeślim się mylę i takiż smok istnieje, koniecznie dajcie znać, pierwszy pojawi się na liście zakupowej w domu Korzebowym) iii…jedziesz bujaku. No! I jak ten bujak już tak sprawi, że mój Dziedzic uderzy sobie w kimonko, to ja wtedy na tej naszej kanapie siedzę i nie wiem co ja robić mam. No bo tak:

1. Jeśli teraz wstanę po książkę, żeby poczytać, to podmuch zrobię przechodząc koło Dziedzica, a podmuch Dziedzica wiadomo… wybudza! A nie daj Bóg jak mi kolano strzyknie przy kucaniu (Tobie nie strzyka? Aaaa no to tylko pozazdrościć, bo mi strzyka, prawe zawsze) no to już wtedy nie ma zmiłuj, zapomnij o moim spanku – zdaje się Dziedzic mówić do matki styranej

2. Jedzenie też odpada, bo: po primo, żeby dostać się do kuchni musisz przejść koło bujawki, a wiadomo…podmuch (wybudza), po secundo, otworzysz lodówkę – jeszcze spoko, ale ona potem robi taki malutki „trzask” przy zamykaniu, więc też odpada, bo wiadomo…wybudza!, po tertio, zupy nie odgrzejesz no bo wiadomo, że włączając kuchenkę indukcyjną pojawia się ten okropny piiiik piiiik, a on wiadomo…wybudza, i po czwarte, idąc w stronę kuchni, nadeptujesz taki jeden mały maleńki kawałek panela, który też troszkę skrzypi (o ironio! Dopiero dzięki Dziedzicowi znam KAŻDY taki skrzypiący panelek w moim domu), no więc wiadomo…wybudza. No to jedzenie odpada i basta!

3. Jeśli natomiast by tak zdecydować się na sprzątanie…oooo Jezusiczku najsłodszy…toć to: 1. Podmuch – wiadomo….wybudza, 2. Trzask – wiadomo…wybudza, 3. Nawet jak kurze tylko ścierać będziesz, to nie daj Bóg się schylić, żeby dolną półeczkę wytrzeć…kolano strzyknie…wiadomo….wybudza.

No i tu dochodzimy do konika mojego męża (ale takiego wiecie, no że pasja/hobby, a nie że TEGO konika. O tym to nawet ja bym się krępowała tak tu publicznie opowiadać), czyli ZMYWARKA, czyli nasza największa kość niezgody. Ci którzy znają trochę mnie i Korzeba, świetnie wiedzą o co u nas najwięcej dni cichych w domu i talerzy rozbitych. No weź i przy śpiącym Dziedzicu załaduj tudzież rozładuj zmywarkę. No ale do męża nie dociera, że: 1. Podmuch – wiadomo…wybudza, 2. Trzask – wiadomo….wybudza, 3. Kolano strzyknie – wiadomo…wybudza. No i wraca taki z pracy (ten od konika i od zmywarki) i się czepia od progu: „Co Ty robiłaś dzień cały? Nawet zmywarki nie załadowałaś tudzież rozładowałaś?”.

A ja…biedna…co ja mu powiedzieć mam? Że siedzę & myślę, bo wyjścia nie mam…bo zjeść nie mogę, bo książki z półki wziąć nie mogę. bo zupy se odgrzać nie mogę, i zmywarki TEŻ załadować tudzież rozładować nie mogę, boo…wiadomo….do cholery jasnej, że wybudza!!!

 

 

Zdjęcia zrobiła nam cudowna Kasia z Kantorka Katjuszki

10 thoughts on “Śpiący Dziedzic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *