Zapacholiczka

Gdyby 6 -7 lat temu ktoś mnie zapytał jaki jest mój ulubiony zapach, odpowiedziałabym pewnie, że zapach bzu, konwalii, maciejki, porannej rosy, lasu, świeżo upieczonego chleba, choinki w Boże Narodzenie, pierników, truskawek…mogłabym tak wymieniać i wymieniać, bo zapachów, które kocham jest caaaałeee mnóóóstwo! Jeśli teraz zapytasz mnie jaki jest mój ulubiony zapach, to od razu Ci odpowiem, że to zapach moich dzieci. Podejrzewam, że każdy rodzic tak ma, że jego dziecko pachnie mu najpiękniej. Uwielbiam usypiając moje dzieci, wtulać się im we włosy, szyjkę czy ucho. Mam wtedy takie dziwne uczucie błogości, spełnienia i szczęścia. No naprawdę! Nie da się tego porównać do niczego innego.

 

Bo tak w ogóle, to ja od zawsze byłam zapachowcem. Wiem, wiem, dziwnie brzmi to słowo, ale naprawdę tak jest. Skoro mamy wzrokowców, słuchowców, a zapach jest przecież jednym z pięciu zmysłów (bo taką ilość zmysłów jako pierwszy określił  już w starożytności grecki filozof Arystoteles wskazując na: wzrok, słuch, węch, smak i dotyk) , to moim zdaniem zapachowcy też istnieją. No i ja właśnie takim zapachowcem jestem. A może nawet i zapacholiczką.

Pamiętam wiele scen, które są dowodami na to jak bardzo ja tą zapacholiczką jestem. Nie zapomnę jak mniej więcej rok po śmierci mojej najukochańszej babci Lili, jechałam tramwajem, gdy nagle poczułam obok mnie jej zapach. Odwróciłam się szybko, bo przecież wiedziałam, że babcia nie żyje, ale strasznie chciałam zobaczyć kto pachniał tak samo jak ona. Była ta stara babuleńka, która w ogóle nie była podobna do mojej babci. Ale pachniała tak samo…Nie do końca wiem czy wiesz o co mi chodzi…Takie połączenie woni starszej osoby i jakiegoś kremu. Kremu, którego używała moja babcia.

Innym razem z kolei, jadąc autobusem, poczułam zapach perfum, no i od razu przed oczyma pojawił mi się mój eks. To znaczy nie było go wtedy w tym autobusie (wiadomo), ale od razu rozpoznałam zapach perfum, które używał. Podobnie mam za każdym razem gdy tylko coś „wyczuję”. Od razu wiem kto z moich znajomych czy bliskich używa danego zapachu. O! Pamiętam na przykład chyba najdziwniejszą sytuację jaką miałam w życiu w związku z tymi zapachami. Jechałam kiedyś windą i wsiadła młoda dziewczyna. Nagle czuję zapach i nie zgadniesz co mi staje przed oczami…Pokój, w którym mieszkałyśmy z pięcioma dziewczynami jak byłyśmy na koloniach w górach w siódmej klasie. Jedna z tych dziewczyn z pokoju miała identyczny dezodorant jak ta dziewczyna z windy.

Opowiem Ci teraz coś bardzo osobistego, co mną wstrząsnęło i o czym bardzo często myślę. Dosłownie miesiąc po tym jak dostałam swoje pierwsze w życiu wychowawstwo w szkole, zmarła mama mojego ucznia. Miała 37 lat. Osierociła dwóch wspaniałych chłopców (jeden miał wtedy 13 lat, a drugi 12). Guz mózgu. Nieoperacyjny. Byłam wtedy młodym nauczycielem, nie miałam swoich własnych dzieci. Chłopiec ten nie chciał pomocy psychologa ani pedagoga, chciał rozmawiać ze mną. Moja koleżanka, która jest pedagogiem, próbowała mnie wtedy jakoś przygotować do tych spotkań i rozmów. Przeczytałam wtedy mnóstwo materiałów o śmierci, o żałobie, o jej etapach, zwłaszcza u dzieci. Nie byłam jednak gotowa na to co usłyszę. Nie byłam gotowa na dojrzałość tego chłopca. Pamiętam te rozmowy do dzisiaj, zwłaszcza jedną rzecz, którą M. wtedy powiedział. Wiesz czego on się bał najbardziej? Powiedział mi, że najbardziej boi się tego, że przyjdzie taki dzień, w którym on zapomni jak pachniała jego mama…Wiem, mnie też zawsze ściska w sercu (i w oczach) jak o tym myślę…jak przypominam sobie to spotkanie z M. kiedy o tym mówił… 13-letnie dziecko… Wyobrażasz to sobie? 13-letni chłopiec tęskniący za zapachem swojej mamy…

Jak to się w takim razie dzieje, że zapachy odświeżają nam pamięć i są tak bardzo ważne w naszym życiu? Fenomen wywołania wspomnień dzięki zapachom znany jest jako „efekt Prousta”. Marcel Proust w swojej książce pt. „W poszukiwaniu straconego czasu”, opisał w jaki sposób smak i zapach ciasteczka (a była to magdalenka) zanurzonego w herbacie przywołał w nim falę wzruszenia. Otóż zapach ciasteczka przypomniał mu jego dzieciństwo. To przeniesienie się za pomocą zapachu do czasów swojej młodości, to najbardziej znany przykład dowodzący istnienia pamięci zapachowej. Naukowcy postanowili przyjrzeć się tej sprawie bliżej. Przeprowadzone w ciągu ostatnich lat analizy udowodniły, że istnieją liczne połączenia między ośrodkami węchu a ośrodkami odpowiedzialnymi za nasze emocje i motywacje. W obszarze mózgu przetwarzającym bodźce węchowe (nazywa się on węchomózgowiem), oprócz ośrodków regulujących emocje, znajdują się też ośrodki sterujące naszymi reakcjami popędowo-instynktownymi. I tu również przychodzi mi do głowy sytuacja, której sama kiedyś doświadczyłam. Otóż spotykałam się kiedyś z pewnym bardzo intrygującym, czarującym, mega inteligentnym, a przy tym również i odrobinę romantycznym chłopakiem. No po prostu prawie ideał. No właśnie…PRAWIE. A jak wiemy (nie tylko z jednej z reklam), PRAWIE robi jednak wielką różnicę. Otóż ten osobnik płci męskiej, oprócz tego, że bardzo imponował mi w wielu sferach życia, pachniał jakoś tak…sama nie wiem jak to określić…no niby ok, ale jednak nie do końca. Krótko rzecz ujmując: nie mogłam być z nim bliżej niż na pół metra. Pewnie myślicie sobie teraz, że koleś się po prostu nie mył czy coś. No nie! Właśnie o to chodzi, że się mył. Pachniał. I w ogóle. No ale ten zapach po prostu mi „nie podchodził”. To było niesamowite, bo w sumie pierwszy raz w życiu doświadczyłam czegoś takiego (zazwyczaj faceci których wtedy spotykałam byli po prostu mało inteligentnymi dupkami).

Jak pisał autor „Pachnidła”: „Język nie nadaje się do adekwatnego opisu świata chwytanego węchem”. Naszą umiejętność odczuwania zapachów wykształciliśmy jako gatunek dużo wcześniej niż chociażby mowę. Węch należy do najstarszych zmysłów. Dlatego też od jakiegoś czasu zaczął się on cieszyć takim zainteresowaniem wśród psychologów i fizjologów.Coraz więcej uczonych poświeca się badaniu reakcji organizmu na bodźce zapachowe. I to nie tylko dlatego, że zapachy pomagają leczyć ciało i duszę (aromaterapia) poprawiając nasze samopoczucie, ale również dlatego, że stają się świetnym narzędziem za pomocą którego można wpłynąć na nasze decyzje i zachowania. Wykorzystują to już chociażby liczne sklepy (sami wiecie jak pachną ubrania przyniesione z Mohito 🙂 ). A prawda jest taka, że każdego dnia troszkę dajemy sie jednak wodzić za nos.

Nie zaskoczę Was pewnie jakoś bardzo pisząc Wam o tym, że istnieje już nawet coś co nazywa się marketingiem zapachowym. Zapachy to wspomnienia, a wspomnienia to z kolei emocje (jak te moje wyżej opisane), a jak emocje, to można przecież na nie łatwo wpłynąć. Świetnie zdają sobie z tego sprawę właściciele restauracji, banków, hoteli, salonów spa, którzy świadomie zarządzaja zapachami po to by zwiększyć swoje dochody. Lubimy przecież wracać w miejsca, w których czujemy się dobrze i które swym zapachem przywołuja w nas wspomnienia. Wiedzieliście na przykład o tym, że odpowiednio dobrane aromaty potrafią wpłynąć na mniej ostrożną grę w kasynie? Nieźle, prawda?

Nawet wtedy gdy wybieramy dla siebie zapach perfum, też jesteśmy wodzeni za nos. Jak? A no tak, że coraz częściej do perfum dodaje się budzące przyjemne skojarzenia aromaty waty cukrowej albo lukrecji, przez co takie kompozycje wydają się nam wyjątkowo pociągające. W taki oto sposób w perfumiarstwie wykorzystuje się właśnie „zapach dzieciństwa”.

 „Zapach wnika do ludzkiego wnętrza wraz z oddechem i ludzie nie mogą się przed nim obronić, jeżeli chcą żyć. I zapach idzie prosto de serc i tam w sposób kategoryczny rozstrzyga o skłonności lub pogardzie, odrazie lub ochocie, miłości lub nienawiści. Kto ma władzę nad zapachami, ten ma władzę nad sercami ludzi” – to znów cytat z „Pachnidła”. I ja się podpisuję pod tymi słowami w 100 procentach. Bo jakże nudny i pusty byłby nasz świat i nasza codzienność bez tego całego bogactwa zapachów, które nas otaczają…i które tak bardzo wpływają na nasze myśli i wspomnienia.

11 thoughts on “Zapacholiczka

  1. Fragment o babci… ryczę ja do końca życia będę go pamiętać. Pracując w Sanatorium też kiedyś spotkałam Panią która pachniała babcią. Nie byłam w stanie z nią rozmawiać…
    łzy stanęły mi w oczach.
    A jeśli chodzi o zapachy to ja np. bardzo lubię Twój i waszego domu.
    Pamiętam jak kiedyś na jakiejś wycieczce w pokoju leżał ręcznik i nie było wiadomo czyj. Powąchałam i od razu wiedziałam ze to naszej P. pachniał jak wasz dom.
    a dziś najpiękniej pachnął moje córcie bo umyły włosy szamponem o zapachu GUMY BALONOWEJ 🙂

    1. Teraz ja się wzruszyłam czytając Twój komentarz. Muszę się przyznać, że zapach Lili i Blani też uwielbiam <3 A nasze ubrania już od jakiegoś czasu pachną płynem do płukania, który wyniuchałam u Was (ten różowy, kupuję go u naszego Włocha) 🙂

  2. A ja zawsze byłam pod wrażeniem, że rozpoznajesz perfumy po zapachu. Nie zapomnę sytuacji, kiedy stanęłaś w pokoju przy tablicy z zastępstwami i od razu wiedziałaś, że byłam tam chwilę przed Tobą:) Pozdrawiam serdecznie

    1. O mój Boże, Gosia, wiesz, że nawet nie pamiętam takiej sytuacji 🙂 Ale to prawda, od razu bym rozpoznała perfumy niektórych dziewczyn: Asi N, Bajanki, a nawet Wandy 🙂 Buziaki, Kochana :*

  3. Też mam takie zapachy, które kojarzą mi się z konkretnymi ludźmi lub miejscami. To niesamowite, jak umysł zapamiętuje i wiąże ze soba takie rzeczy

  4. Ja czasem przypominam sobie zapachy z dzieciństwa, napewno też te, na które jestem uczulona. Jednak chyba węch nie nalezy do najlepszych mich zmysłów.

    1. To prawda. Nie każdy jest aż tak „wyczulony” na zapachy jak ja. Wiem co mówię bo mój mąż na przykład tak ma 🙂

  5. Ja niestety nie jestem zapachowcem, wręcz raczej mam ten zmysł przytępiony, ale mój mąż i młodszy syn są moim przeciwieństwem i bardzo często w opowieściach wspominają też zapachy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *