Tekściory hiciory, vol.2, rok 2016

Jako że jest Was tu ze mną już ponad tysiąc osób (z czego zaledwie 135 osób to moi znajomi również z Facebooka), to większość z Was nie wie z czego tak naprawdę zrodził się pomysł na bloga. Otóż zaczęło się od tego, że jak Marcel (mój starszy syn) zaczął mówić, to ja nasze niektóre (co śmieszniejsze lub co bardziej wzruszające) rozmowy zapisywałam i…publikowałam na swoim prywatnym profilu na Facebooku. Dzięki temu powstała fantastyczna pamiątka, którą kiedyś na pewno wydrukujemy i wręczymy Marcelkowi na 18.urodziny. A z kolei znajomi zaczęli mnie namawiać do tego, żeby wyjść z tym poza prywatny profil.

I ja tak sobie pomyślałam, że zbiorę te wszystkie teksty też i tutaj na blogu. Wiąże się to z tym, że będę powolutku przekopywać swój profil na Facebooku. Plan jest taki, żeby odnaleźć wszystkie te moje zapiski i umieścić w jednym miejscu. Robię tu typowe kopiuj-wklej, czyli dokładnie to co wtedy napisałam, publikuję tutaj. Bez żadnych zmian. Z datami.

Pierwszą część znajdziecie TUTAJ.

A już dzisiaj ROK 2016. To co? Zaczynamy!

 

05.01.2016

Z serii: Marcel Prawdę Ci powie

Odbieram Pierworodnego z przedszkola. Wchodzimy do pobliskiego sklepu. Wybraliśmy czego w domu brakowało. Zmierzamyw stronę kas. Podchodzimy bliżej. I w tymże kluczowym momencie moje Dziecię raczej niecicho rzecze pytająco:
– Mamuniu, do któlej pani idziemy? Do tej co ma tylko tsy zęby?

Yyy, także teeen teeego…Kurtyna!

 

17.01.2016

Z serii: Marcel – Zachęcacz-Poganiacz 

Szykujemy się do spańska, Marcel czeka już w łóżku na usypianie, ja latam jeszcze po domu: a to do łazienki a to do kuchni. W końcu Marc nie wytrzymuje i krzyczy z pokoju:
– No, mamuniu, wskakuj do wylka (*wyrka*)…
No to żem wskoczyła 

 

21.02.2016

Z serii: Marcel Bączysław

Usypiamy się…jak co dzień . Wiadomo: mizianko, drapanko, pogaduchi i takie tam…Nagle słychać…hmm…jakby to ująć…nooo…o kobietach mówi się, że „tego nie robią”, tylko one „raczej delikatnie wypuszczają powietrze albo maciupeńkie grzmociki wraz z dźwiękiem podobnym do śmiechu jednorożca, które to mają tęczowy zapach zbliżony do waty cukrowej”. No czyli prostymi słowy: Marcel puścił bąka  Na co ja się śmieję i mówię do niego:
– Witaj Bączysławie 
(czasami śmieję się z Marcela, że na drugie powinien mieć Bączysław)
Chwila ciszy.
Po czym Marc udowadnia, że jednak z formy to on nie wyszedł i odpowiada:
– Wies, mamo, on nic nie mówi, bo tloche nieśmiały jest 

Owacje na stojąco proszę 

 

11.04.2016

Z serii: Marcel – Syn Matki-Nauczycielki

Leżę sobie na kanapie…odpoczywam. Po jakimś czasie orientuję się, że Pan Mąż gdzieś mi się zawieruszył. Pytam Marcela:
– Marcyś, gdzie tata?
– W pokoju chyba.
– A nie wiesz może co robi?
Marcel poleciał do sypialni, po czym wraca i mówi:
– Chyba splawdza klasówki…tylko takie inne.
Idę, sprawdzam…Okazuje się, że Pan Mąż w książkach siedzi…Ciekawe tylko co on za „klasówki splawdza”  Hmm, może moje  Ale byłoby fajnie.

 

17.04.2016

Z serii: Marcel-CytatoTwórca

Jesteśmy na placu zabaw. Marcel poznał właśnie nową koleżankę. Ona troszkę mu rozkazuje. Patrzę: mój syn grzecznie się tym rozkazom poddaje, podczas gdy ja z podziwem patrzę na tę na oko 4-5-latkę, myślę sobie: jak ona to robi? Taka stanowcza i w ogóle, a on tak grzecznie robi co ona mu każe. Hmmm, może się czegoś od tej Młodej nauczę  Mija dłuższa chwila…Bawią się super. Układają razem takie oooolbrzyyyymie klocki (co to dźwignąć je ciężko) tzn. Marcel dźwiga i podnosi do góry gdzie stoi koleżanka, która też nie próżnuje: wciąga je na górę do domku. No i w pewnej chwili moje umęczone już troszkę Dziecię, odwraca się do mnie siedzącej nieopodal i rzecze:
– Wies mamo, taka współplaca to jest stlasnie cięska placa…
Marcel nie gęś, też swój cytat już ma 

 

19.04.2016

Z serii Czaderski Marcel 

Rano kokosimy się z Młodym w łóżku…gilgamy się, kobyłkujemy…takie tam  Mija z pół godziny, patrzę na zegarek, no czas by już zakończyć te harce i swawole. Mówię Marcyniowi, że koniec już! Na co on z szelmowskim uśmieszkiem:

– Noo, ale daliśmy cadu, mamuniu.

 

07.05.2016

Z serii: Kto Bogatemu Zabron

Wychodzimy z Marcyniem na podwórko, a tam pani z trzema (TRZEMA!) pieskami na smyczy. Na co Marc:
– Pats, mamo, ta pani ma as tsy pieski.
– Noo, na bogato – mówię ja (głupia ja! jak zawsze palnę coś od czapy)
Na co Marcel standardowo zaczyna drążyć:
– A co to znacy „na bogato”, mamo?
– Wiesz, Marcel, to tak jak ktoś robi na przykład imprezkę i jest bardzo dużo jedzenia, picia i wszystkiego. No wiesz, tak bardzo dużo wszystkiego.
Chwila myślenia…jak zawsze  I już wiem, że znowu jakaś czarująca myśl się szykuje…i nie mylę się…
– To cyli, mamo, jak ktoś zrobi taaakąąą wieeeelkąąą kupę, to wtedy jest na bogato kupy? Tak?

Yhy…masz babo placek…W końcu kto bogatemu zabroni…

 

27.06.2016

Z serii: Gienów Nie Oszukasz
Akcja toczy się w łazience. W pierwszy dzień wakacji Matka Polka Korzebowa namiętnie oddaje się sprzątaniu. W jednej ręce ze szczotką, w drugiej ze ścierą, czyszczę co należy. W tym samym czasie moja Latorośl bijąc wszelkie rekordy częstotliwości, co SEKUNDĘ wpada do lazienki i pyta” „Mama, jus?”, „Mama skońcyłaś?”, „Mama mozemy się jus bawić w gry?”. No żesz po prostu: „Czy on jest ślepy czy co?” – myślę sobie. Gul za chwilę przekroczy wielkością arbuza. Przy kolejnym „wpadzie” do łazienki i po kolejnym zapytaniu „Cy jus?”, nie wytrzymuję i mocno podniesionym tonem głosu mówię pytająco:
– Marcel, czy Ty nie rozumiesz po polsku? Mówiłam przecież, że jestem teraz zajęta i że jak skończę, to pogramy w zgadywanki.
– Nie, nie rozumiem – odpowiada spokojnie.
– To może po angielsku ci to powiem, to zrozumiesz co? – drążę niepotrzebnie, nie przewidując zupełnie co się wydarzy.
– Tak, po angielsku mi powiedz.
Ja ugotowana do czerwoności, mówię tonem wysoce zdenerwowanym intonując co poniektóre słowa:
– I’m really BUSY! Because I’m cleaning the TOILET. When I FINISH, I will play with you!
Po czym Marcel odwraca się na pięcie i wychodzi…Ja nie wierzę…Odwracam się i patrzę na niego wymownym wzrokiem, na co ON:
– Mogłaś od razu mi to powiedzieć.
I jak gdyby nigdy nic idzie bawić się w pokoju. I następuje cisza. Kurna, chyba rzeczywiście mogłam tak od razu…

 

25.07.2016

Z serii: Marcel – Bystre Oczko
Rzecz dzieje się we Wrocławiu. Adam próbuje gdzieś zaparkować. Debatujemy i debatujemy…może tu, może tam, wcale nie wsłuchując się w to co tam Marcel pod nosem gada/śpiewa/dźwięki dziwne wydaje…a umówmy się…on przecież gada non stop  więc w którymś momencie człowiekowy mózg potrafi się wyłączyć na chwilę. I to był właśnie ten moment…że i mi i Ślubnemu się wyłączyło. No ale w końcu zaparkowaliśmy…zadowoleni w końcu patrzymy na Marcela i dopiero docierają do nas jego słowa:
– Królowa, król, PANI GOLASEK, pan na śniegu. Królowa, król, PANI GOLASEK, pan na śniegu…i tak w kółko, z 10 razy.
Chwila konsternacji…co on mówi?…ja przerażona…myślę sobie: ktoś tu na golasa chodzi czy co?. Ale wyglądam przez okno Marcynia…i wszystko jasne 
No! To żeśmy se przy pani golasek parknęli 

 

08.08.2016

Z serii: Marcel-Pisarz
Robię obiad. Przybiega do mnie nagle moje Dziecię i rzecze, że list do mnie napisało. Próbuję go odczytać…No naprawdę…robię co mogę.  No nie idzie mi, mimo chęci i starań. No więc proszę Dziecię, żeby mi przeczytało. No to przeczytał: scęśliwa mamo, pij wodę gazowaną, zyj po swojemu, nie psoć. Marcel.
No cóż…poeta mi rośnie jak nic! 

 

15.11.2016

Z serii: Marcel – Strażnik telewizora

Jak co dzień oglądam sobie wieczorem telewizor. Dziecko bawi się pieskami z Psiego Patrolu (dzięki Ci, który wymyśliłeś tę bajkę…lżej nam rodzicom dzięki Tobie). Mija jakiś czas, aż w końcu słyszę od Dziecięcia:
– Mamuniu, ty jus naprawdę pseginas. Chyba godzinę oglądałaś ten telewizor.
Nooo, także teeen…kontrora 

 

17.11.2016

Z serii: Elokwentny Marcel

Tuż przed zaśnięciem…Marc jak każdy facet myśli tylko o jednym, czyli o …jedzeniu 
– Mamo, zrobis mi jutro naleśnicki?
– No pewnie, Marcyniu.
– A mas jus wsystkie składniki? (Marcel pamięta, że ostatnio mu nie zrobiłam, bo w domu grama mąki nie było)
– Tak, tatuś kupił już mąkę (bo my od trzech tygodni z domu nie wychodzimy, chorujemy sobie, a co!).
– To miło z jego strony, że kupił nam mąkę…
Po czym nastąpiła chwila zastanowienia (jakże charakterystyczna dla tej mojej małej głowiny Marcelkowej) i dodał:
– Ale to nie było miłe ze strony Michała Lutynskiego jak mnie w psedskolu udezył w buzię.

Niedobry Michał!

 

15.12.2016

Z serii: Marcel – Król Szczerości

Pan Tata wraca z pracy i dopytuje Pierworodnego jak tam w przedszkolu było. Marc mówi, że dobrze. Po czym dodaje:
– I tylko jedną karę dzisiaj miałem.
– A za co ta kara? – pyta Adam.
– Na lezakowaniu byłem niegzecny i dostałem karę.
– Marcel, to ile ty tych kar zazwyczaj dostajesz, że mówisz, że dzisiaj TYLKO jedna?
– Nooo, tak z 5…(tu nastąpił ułamek sekundy ciszy) a tu widzis, tato, dzisiaj taka miła niespodzianka.

Już widzę moje „dywaniki” w podstawówce 

 

26.12.2016

Z serii: Świąteczny Marc

Moje Dziecię (jak każde zresztą pewnie) po rozpakowaniu wszystkich prezentów w Wigilię po prostu zwariowało. Chłopak był w takim szoku, że nie wiedział za co chwytać i czym bawić się jako pierwszym, no ogólnie SZAŁ przez duże SZ…Wszystko to trwało ze 3 godziny…Dziecka nie było…Jak już trochę ochłonął i zaczęliśmy zbierać się do domu, podsumował całe wydarzenie w następujący sposób:
– Mamo, z tego uciesenia as bąka puściłem…

To jak, Kochani,…jak tam Wasze prezenty świąteczne? Bąki były, czy nie? Przyznawać się tu szybko 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

84 + = 87