List do J.

Juleńku mój ukochany…

dzisiaj minął równo rok odkąd Cię pierwszy raz zobaczyłam i przytuliłam. To był drugi najwspanialszy moment w moim życiu. Kiedyś bardzo się bałam, że moje marzenie o maleńkim Julciu już nigdy się nie spełni. Tak długo musieliśmy z Tatusiem na Ciebie czekać. Nie spieszyło Ci się do nas za bardzo. Ale widocznie Ty czekałeś na ten najlepszy dla nas i dla Ciebie moment. Warto było tak mocno się starać, mieć nadzieję i czekać, bo w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że możemy z Tatusiem stworzyć kogoś tak wyjątkowego, radosnego, wspaniałego i idealnego jak Ty.

Do tej pory pamiętam jak stałam w łazience patrząc na test ciążowy i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Wiadomość o tym, że może jednak jesteś w moim brzuszku, przyszła w najmniej oczekiwanym dla mnie momencie. „Dlaczego?” zapytasz. A no bo dlatego, że tego dnia, w którym byłam umówiona na wizytę do pana doktora, podjęliśmy z Tatą decyzję, że nie będziemy już dłużej zwlekać z rozpoczęciem terapii hormonalnej, która miała nam pomóc zajść w upragnioną ciążę. Za długo już to wszystko trwało. A tu nagle w trakcie badania usg okazało się, że coś się panu doktorowi „nie podoba”. Powiedział wtedy, że albo hormony mamusi poleciały już totalnie w kosmos, albo to…początek ciąży. Przez bardzo długą chwilę, nie docierało do mnie co pan doktor powiedział, bo to była najostatniejsza z ostatnich myśli, którą wtedy miałam. Poszłam tam po tabletki, które miały sprawić, że się w końcu pojawisz, a okazało się, że Ty już jesteś pod moim serduszkiem. Kiedy kupowałam test w aptece (w zasadzie to nawet 3 testy), serce waliło mi jak oszalałe, a w głowie miałam taki dziwny szum. Nie pamiętam nawet drogi powrotnej do domu. Liczyło się tylko to, żeby wejść do łazienki i sprawdzić czy jesteś. I stał się cud <3 <3 <3 Drugi w moim życiu. Byłeś tam <3 To był najlepszy i najbardziej niespodziewany prezent jaki kiedykolwiek dostaliśmy z Tatusiem z okazji rocznicy naszego ślubu.

A teraz jesteś już z nami. Od roku…

Ktoś powie, że rok to kawał czasu…Dla mnie ten rok minął błyskawicznie. Jeszcze nie tak dawno roztkliwiałam się nad widokiem maleńkiej Kruszynki, którą przynieśliśmy ze szpitala, a dziś roztkliwiam się kiedy próbujesz stawiać pierwsze kroczki. Niedawno czułam w domku zapach Dzidziusia, teraz czuję zapach marchewki na Twojej buźce.

To co się nie zmieniło odkąd pojawiłeś się w naszym życiu, to to, że bezgranicznie Cię uwielbiam. Uwielbiam na Ciebie patrzeć. Na Twoje piękne, błękitne oczka, w których naprawdę można zatonąć. Na Twoje zawsze rozczochrane włoski, które mimo czesania i tak nigdy nie chcą się ładnie ułożyć. Na Twoje maleńkie, pulchne rączki z dziureczkami, których mogłabym dotykać cały dzień. Na Twoje słodkie paluszki u nóg, których całowanie stało się już naszym małym rytuałem. Na uśmiech, którym obdarowujesz wszystkich wokół. I na udziki, które mają najpiękniejsze oponki jakie w życiu widziałam. Takie do schrupania. I to od razu 🙂

Uwielbiam budzić się rano obok Ciebie i patrzeć jak pierwsze co pojawia się na Twojej ślicznej pucatej buźce to uśmiech. Taki najszczerszy ze wszystkich na świecie. Magiczny. Taki Julusiowy <3 Bo Ty nie potrzebujesz wiele, żeby się cieszyć. Tobie radość sprawiają najdrobniejsze rzeczy (widok braciszka, zaśpiewanie Ci piosenki, czy powiedzenie czegoś w śmieszny sposób). Uwielbiam przyglądać się jak próbujesz pokonywać swoje kolejne szczyty. Kiedy z całych sił skupiasz się na chwyceniu zabawki albo dostaniu się w jakieś miejsce. Uwielbiam tulić się do Ciebie podczas naszych zabaw. Uwielbiam kiedy miziasz mnie swoją maleńką rączką podczas karmienia cycusiem. I kiedy patrzysz mi wtedy w oczy. To niezwykłe, ale to w jaki sposób na mnie patrzysz sprawia, że czuję się totalnie wyjątkowa. Jak byśmy byli jednością. Uwielbiam słuchać Cię jak zawsze przed zaśnięciem mruczysz albo śpiewasz. To niesamowite, że zacząłeś to robić mając niespełna 2 miesiące. Uwielbiam jak z prawdziwym blaskiem w oczkach patrzysz na przedmioty, które Cię fascynują. Albo jak wracam do domku po dłuższej chwili, a Ty patrzysz na mnie z największą czułością i miłością jaką kiedykolwie widziałam w czyichś oczach. W Twoim maleńkim ciałku mieści się cała miłość naszego świata.

Julciu, jesteś moim szczęściem, radością, miłością, błogosławieństwem, promykiem, uciechą, zachwytem, skarbem największym, światełkiem, słoneczkiem, spełnieniem marzeń, gwiazdką z nieba. Bycie Twoją mamą jest takie proste. To dla mnie zaszczyt, że mogę być Twoją mamusią.

W Dniu Twoich pierwszych Urodzin życzę Ci, mój Skarbie, byś szedł przez życie z uśmiechem na twarzy. Byś zawsze był dumny, dzielny i mądry. Byś spotykał dobrych ludzi na swojej drodze. Byś zawsze tak cieszył się życiem jak teraz gdy jesteś jeszcze malutki.

Postaramy się z Tatą pokazać Ci co jest w życiu dobre a co złe. Mam wielką nadzieję, że nam się to uda. Nauczymy Cię pomagać drugiemu człowiekowi. Wiem, że nie uchronimy Cię przed całym złem tego świata, ale pamiętaj, że cokolwiek by się nie działo, zawsze będziemy z Tobą i przy Tobie. Obiecuję, że przy nas zawsze będziesz czuł się bezpieczny i kochany.

I prawdą jest, że „Kiedy decydujesz się na dziecko, zgadzasz się, że od tej chwili
twoje serce będzie przebywało poza twoim ciałem” (
Katharine Hadley). Moje i Tatusia serduszka żyją w Was dwóch: w Tobie i w Marcelku.

Wszystkiego pięknego, moja kochana Perełko :*

 

5 thoughts on “List do J.

  1. Aniu! Piękny list strasznie się wzruszyłam. Brakuje slow by wyrazić jak bardzo Cię podziwiam. Adam, Marcel i Julus to szczęściarze :*

    1. Dziękuję, Kasiu <3 Ja się wzruszyłam czytając Twój komentarz <3 Będziesz cudowną mamą. Wiem to na 100% <3 A tymczasem bardzo mocno trzymam kciuki za szybki poród 🙂

  2. Jaki piękny list:) 6 tygodni temu ponownie zostałam mamą i nawet nie przespane noce nie są takie złe gdy widzę buzię mojego synka i radość córeczki, że jest starszą siostrą:D

    1. Gratulacje, Kochana 🙂 U nas nieprzespane noce od roku i dwóch tygodni, czyli odkąd jest z nami Juluś, ale to nic. Z pierwszym też sie tak cycowaliśmy, ale to tak szybko mija, trezba się tym cieszyć. Dzisiaj mój już prawie 6-latek pojechał na swoją pierwszą w życiu wycieczkę z noclegiem, więc czas goni jak szalony. Trzeba łapać te chwile 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *