Projekt: Pierwszy Roczek Julcia

Już kiedy byłam w ciąży z Julkiem, przyszedł mi do głowy pomysł, żeby jakoś tak trochę dokładniej udokumentować pierwszy rok jego życia. Głównie dlatego, że tym razem wiedziałam już jak szybko mija czas w tym pierwszym roku i jak bardzo zmienia się wtedy dziecko. I że tego nie da się przeżyć drugi raz. Trzeba to zrobić tu i teraz. Drugiej szansy nie będzie. Dlatego nie można tego zmarnować. Już nigdy nie będziemy mieli okazji, żeby to powtórzyć.

MARCYNIOWY ROCZEK W KADRACH

Marcyniowi niby też zrobiłam taką specjalną ramkę, w której umieściłam 12 zdjęć z każdego z dwunastu miesięcy jego życia, ale czułam, że można to zrobić jeszcze lepiej…ciekawiej i ładniej.

Mimo tego, że zdjęcia z Marcyniowej ramki nie są może ani doskonałe ani idealne, i tak uwielbiam na nie patrzeć. Taka ramka to świetny pomysł i jeszcze lepsza pamiątka. Spójrzcie tylko:

 

 

INSPIRACJE

Zaczęłam więc szperać w internecie po to by znaleźć jakieś ciekawe inspiracje, żeby podobną pamiątkę zrobić też Julkowi. Najbardziej spodobały mi się zdjęcia Kasi z Kantorka Katjuszki. Kasia co miesiąc robiła zdjęcia swojemu synkowi, żeby udokumentować jak się rozwijał. TU na przykład zdjęcia z pierwszego miesiąca życia jej synka. A wszystko to okraszone jeszcze wzruszającymi opisami. Dokładnie o coś takiego mi chodziło! Żałuję tylko, że nie miałam bloga kiedy Julek się urodził (nie mówiąc już nawet o czasach kiedy rodził się Marcel, bo o blogu zaczęłam nieśmiało myśleć dopiero w okolicach jego pierwszych urodzin, o realizacji nie wpsominając), bo oprócz zdjęć które mu robiłam w każdy 13 dzień miesiąca , na pewno każdy z tych miesięcy bym opisała z emocjami, które mi wtedy towarzyszyły (a ich niestety już nie odtworzę).

ARANŻACJA

Wiedziałam już mniej więcej czego chcę, pozostało mi tylko wybrać stałe elementy aranżacji. Pomyślałam sobie, że pójdę w biel, szarość i miętę, czyli moje ulubione kolory. Elementy, które były wykorzystane w każdym miesiącu to:

  • dziergany koc z Lidla w kolorze ecru (ten na samym dole każdego zdjęcia)
  • bambusowy miętowy kocyk Color Stories (TU)
  • dywanik z Ikei (TU)
  • miętowy króliczek
  • no i rzecz najważniejsza, czyli NAKLEJKI z liczbami miesięcy (tutaj wybór w internecie jest dosyć spory, mi zależało na tym by nazwy były po polsku, bo sporo jest takich naklejek, ale z angielskimi napisami – months), ja nasze kupiłam TU
  • biały bodziak (mieliśmy w kilku rozmiarach, począwszy od rozmiaru 56, a skończywszy na 86 – ostatnie zdjęcie)

 

Na rynku są też dostępne karty z różnymi ważnymi wydarzeniami maluszka oraz liczbami tygodni i miesięcy. I my też takie dostaliśmy od naszych znajomych, coś takiego jak TU. I również kilka razy je wykorzystaliśmy. Wygląda to tak:

 

 

 

 

Jedyne czego żałowałam na koniec, to to, że takich zdjęć z naklejką z miesiącem nie robiłam Julkowi np. na naszym fotelu. Widać wtedy jak dziecko ładnie zaczyna siedzieć, prostuje się itd.

 

WYKONANIE

Oooo i tu się zaczynają schody. Od razu mówię, że wykonanie wszystkich 12 zdjęć to nie jest bułka z masłem. Wymaga to sporo silnej woli, systematyczności i cierpliwości, bo o ile łatwo robi się te pierwsze zdjęcia kiedy Dzidek leży sobie spokojnie i nie za dużo się rusza, tak zrobienie zdjęcia z naklejką numer 12 u nas było już naprawdę trudne. Jul nie chciał współpracować: śmiał się tylko próbując wstać z pozycji, w której ja próbowałam go z kolei położyć. Ubaw miał po pachi! Tak naprawdę to zdjęcie, które zaraz zobaczycie, to był przysłowiowy „złoty strzał”. Jedno jedyne zdjęcie, na którym Julek jeszcze leży…Każde następne było już tylko gorsze.

Ważna jest też ta systematyczność. Nie zawsze jak był akurat 13 dzień miesiąca (bo Julek urodził się 13 kwietnia, więc zależało mi, żeby każde ze zdjęć było zrobione w równy miesiąc po), to Julek był w nastroju do zdjęć albo mi się po prostu nie chciało ich robić, bo z kolei ułożenie tej całej „scenografii” też jednak chwilę zajmowało. Dlatego zdarzały się miesiące kiedy mieliśmy poślizg. Czasami był to dzień, czasami dwa dni, a raz było to chyba nawet 1,5 tygodnia…zapomnieliśmy wtedy na wyjazd do babci zabrać naszej „scenografii”, więc zdjęcia odbyły się dopiero po powrocie do domu.

 

EFEKT KOŃCOWY

No i najlepsze na koniec, czyli pierwszych 12 miesięcy z życia naszego Juleńka. Voila!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *